Prometeista wśród pracowników MSZ? Zygmunt Mostowski na placówce konsularnej w Tbilisi (1926-1931) i „słówko” o warunkach pracy polskich dyplomatów w ZSRR

Marcin Kruszyński

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz", nr 3, grudzień 2012, ss. 109-122]

Pomimo różnych więzi łączących Polaków z Kaukazem, a szczególnie z Gruzją1, nie udało się objąć tego obszaru zasięgiem oddziaływania traktatu ryskiego z 18 marca 1921 r.2. Problem uregulowania relacji z zajętymi przez Rosję Radziecką republikami kaukaskimi3 (czy raczej nie zapomnienia o nich?) zaliczam do istotnych zadań leżących przed ówczesnym polskim Ministerstwem Spraw Zagranicznych (MSZ)4. Chociaż tutaj, może jak nigdzie indziej, dał o sobie znać dylemat, moralny i polityczny zarazem: wierność czy elastyczność prezentowanych postaw. A dokładniej, solidarność ze zniewolonymi przez Moskwę tamtejszymi narodami kontra twarde realia stosunków geopolitycznych, nakazujące dyplomatom na Wierzbowej przede wszystkim układanie poprawnych kontaktów z Kremlem. Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że nie udało się w tej mierze osiągnąć żadnego modus vivendi. Pewnie wielu pracowników Wydziału Wschodniego (WW) MSZ darzyło np. Gruzinów sympatią, mniejszą bądź większą, ale zawsze. To ważne, bo wszak tam znajdujemy zwolenników idei prometejskiej, czyli koncepcji rozbicia wschodniego sąsiada po „szwie narodowościowym”5. Tyle tylko, że nie przełożyło się to – nie mogło się przełożyć? – na żadne konkretne działania. Już przygotowania do konferencji genueńskiej z 1922 r.6 pokazały, że należy twardo stąpać po ziemi i Polacy, w zamian na wspólne z Rosjanami stanowisko w sprawie uznania przez Zachód porozumienia ryskiego, szybko i łatwo gotowi byli porzucić mrzonki o jakimkolwiek wspieraniu dążeń niepodległościowych ludów kaukaskich7. Tego typu fakty nie przynoszą chluby MSZ, lecz bez wątpienia świadczą o nadrzędnym traktowaniu interesu własnego państwa, choć to bardzo egoistyczne.

I dopiero znając te uwarunkowania, można spróbować spojrzeć i właściwie ocenić – czyli bez nadmiernego krytycyzmu – wysiłki poszczególnych, „drobnych” urzędników ministerstwa, wysyłanych na placówki dyplomatyczne na Wschodzie. Pozbawieni, rzecz jasna, większej samodzielności, nie mogli przecież nazbyt daleko odejść od kanonu postępowania przyjętego przez centralę. Stąd w utworzonym w 1921 r. poselstwie (od 1934 r. – ambasada) w Moskwie8 z rzadka zajmowano się problematyką kaukaską, od czasu do czasu wysyłając jakieś raporty na te tematy, głównie poruszając kwestie natury gospodarczej9. Po 1926 r. i ta aktywność zamiera, czego bynajmniej nie traktuję jako zarzut, gdyż właśnie wtedy w Tbilisi udało się otworzyć Konsulat Generalny RP10. Powołany na mocy polsko-radzieckiej konwencji konsularnej,11 objął swym okręgiem kompetencyjnym obszar całej Zakaukaskiej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Radzieckiej (ZSFRR).

W tym miejscu należy wreszcie przedstawić bohatera moich rozważań, Zygmunta Mostowskiego, pierwszego i chyba najlepszego12, konsula polskiego w Tbilisi z okresu międzywojennego. Urodzony 27 marca 1883 r. w Puławach13, absolwent Wydziału Filozoficznego uniwersytetu lwowskiego, później redaktor „Dziennika Kijowskiego”14, w MSZ, w Departamencie Administracyjnym, znalazł się 29 września 1921 r., najpierw jako praktykant-wolontariusz, a następnie referent (od 1 listopada 1921 r.); starszy referent (1 lutego 1923 r.), radca ministerialny (26 października 1925 r.)15 i wreszcie konsul (17 sierpnia 1926 r.16). Zwraca uwagę brak doświadczenia w pracy dyplomatycznej i konsularnej. Na próżno szukać w dokumentacji archiwalnej lub memuarystyce jakichś konkretnych przyczyn nominacji Mostowskiego na wyjazd do ZSFRR oraz osób, które by za tym stały. Dlatego też nie chcę nazbyt niefrasobliwie ustosunkowywać się do powyższego faktu. Niemniej rodzi się pytanie czy wszystko to aby nie oznacza, iż misję konsularną w Tbilisi już od początku traktowano „po macoszemu”? Nie wiem, ale nawet gdyby tak się okazało, Mostowski, na tyle na ile zdołał, próbował do tego nie dopuścić.

Jaki był więc modus operandi konsula Mostowskiego? Zacznę od zacytowania dwóch opinii. Autorem pierwszej jest sam Tadeusz Hołówko. W 1929 r., dokonując przeglądu konsulatów polskich działających w Związku Radzieckim17, o Tbilisi napisał m.in.
„Placówka kierowana przez niego (tj. Mostowskiego – M.K.) wybija się na czoło wszystkich placówek polskich w ZSRR, choć niewątpliwie pracuje w najtrudniejszych warunkach, a kontakt jej z centralą wskutek oddalenia był długo nadzwyczaj luźny. Informacje przesyłane przez konsulat w Tyflisie, polityczne, gospodarcze, narodowościowe, wyróżniają się starannością i sumiennością w opracowaniu i zawierają dane pierwszorzędnej doniosłości”18.

I jeszcze jeden, nieco bardziej krytyczny osąd, z 1931 r., sporządzony prawdopodobnie po odwołaniu Mostowskiego:
„Mostowski na placówce w Tyflisie wykazał dużo charakteru, ideowości i taktu. Życiowo wyrobiony, samodzielny w sądzie. Umysł rzeczowy i zrównoważony. Zdolności rozwijania inicjatywy i umiejętności organizowania pracy – mniejsze (podkreśl. w oryg. – M.K.). Dużo za to sumienności, dokładności. Pracę pojmuje poważnie, oddaje się jej gorliwie. Lojalny, zasługuje na całkowite zaufanie”19.

Nazbyt daleko idącym wnioskiem byłoby stwierdzenie, iż Mostowskiego trzeba od razu zaliczyć do „ludzi Hołówki” lub tym bardziej do „środowiska prometeistów”. Nie ma na to bowiem żadnych „twardych” dowodów. Nie sądzę także, aby w MSZ ktoś chciał zmienić zdanie na temat konsula, zaraz gdy tylko Hołówki zabrakło. Spróbuje teraz prześledzić wybrane aspekty działalności mojego bohatera, starając się gdzieś wyłapać, jeśli się da, jego sympatię do ruchu prometejskiego, lub raczej, wykazać pewne punkty styczne między prezentowanymi przez niego poglądami a jak najszerzej rozumianą ideą prometejską.

Sprawozdawczość
Nie udało mi się nigdzie odnaleźć instrukcji określającej precyzyjnie zadania konsulatu w Tbilisi, nie mówiąc o wytycznych dla samego Mostowskiego20. Przyjmuję zatem, niejako
a priori, iż miał on przede wszystkim raportować o aktualnej sytuacji politycznej, społecznej i gospodarczej terenów, na których się znalazł. Z góry jednak uprzedzam, że realizacja tych celów, w specyficznych warunkach radzieckiej rzeczywistości, wcale nie należała do rzeczy prostych i to z kilku powodów. Świat dyplomacji kojarzy się zazwyczaj z wystawnymi bankietami, eleganckimi strojami oraz precyzyjnie opracowanym schematem gestów i zachowań, regulowanych zasadami protokołu dyplomatycznego. Tak oczywiście było w Europie Zachodniej, Stanach Zjednoczonych21 i w niegdysiejszej carskiej Rosji22. Natomiast bolszewicy podchodzili do przedstawicielstw zagranicznych bardzo nieufnie, traktując je, w dużej mierze, jako ekspozytury wywiadowcze. Nie twierdzę oczywiście, że przybywający do ZSRR dyplomaci i urzędnicy, od tego akurat zawsze stronili23. Niemniej jednak w Związku Radzieckim, an block, zredukowano protokolarne formy kontaktu z corps diplomatique bądź corps consulaire do niezbędnego minimum24. Dodajmy do tego różnice ideologiczne pomiędzy komunistami a tzw. światem kapitalistycznym i otrzymamy pełny obraz pracy obcokrajowców w ZSRR. Dlaczego o tym wspominam? Bezpośrednie rozmowy, rodząca się niekiedy nić sympatii, oczywiście pomagały w realizacji różnego rodzaju projektów politycznych. W Związku Radzieckim o czymś podobnym nie mogło wszak być mowy. Tamtejsi urzędnicy zachowywali rezerwę, bojąc się też po prostu o własny los25. Wszystko to razem zaś leżało u podstaw, niespotykanej dotąd i nigdzie na taką skalę, inwigilacji pracowników placówek dyplomatycznych i konsularnych. „Łapsi”26 – bo tak ich Polacy nazywali – tj. agenci władz bezpieczeństwa, starali się być dosłownie wszędzie i pilnować dosłownie wszystkiego. Wyczekując przed gmachami misji zagranicznych, podążali krok w krok za każdym dyplomatą udającym się „na miasto”. Częstokroć także, w najlepszym wypadku legitymowali, lecz niejednokrotnie zabierali na przesłuchanie, interesantów, chcących załatwić swoje sprawy w danym przedstawicielstwie27.

W Tbilisi doszło wręcz do tego, iż w pewnym momencie do konsulatu nie przychodził właściwie nikt28. W 1930 r. prawdopodobnie rozstrzelano nawet mężczyznę, który będąc śpiewakiem, występował podczas uroczystości, organizowanych z okazji polskich świąt narodowych29. Był problem z zapewnieniem Polakom właściwej opieki medycznej, gdyż żaden z lekarzy nie chciał się narażać i przychodzić do nich30. Pozostaje pytanie na ile postępowanie takie było jakąś „grą operacyjną” prowadzoną przez lokalne władze w stosunku do konsulatu, a na ile zadziałało tutaj „sprzężenie zwrotne”, czyli: propaganda nastawiająca wrogo obywateli radzieckich wobec cudzoziemców; z drugiej strony strach przed nimi wywołany propagandą kreującą taki a nie inny wizerunek obcokrajowców. Pewnie zbiegły się ze sobą wszystkie te elementy. Mostowski, o ironio, podjął próbę uświadomienia miejscowym decydentom absurdu takiej sytuacji, oficjalnie np. zgłaszając się raz do Pełnomocnika Komisariatu Ludowego Spraw Zagranicznych (KLSZ) w Federacji Zakaukaskiej31 z prośbą o przydzielenie… nauczyciela języka angielskiego, gdyż jego podwładni, w wolnym czasie, chcieli zająć się nauką tego przedmiotu. Zrobił to, jak pisał, właśnie „dla podkreślenia anormalnych warunków w jakich władze każą nam tu żyć”. I cóż się stało dalej? Owszem zaproponowano Polakom wizyty niejakiej pani Klippert, podejrzewanej niegdyś o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Nie do tego jednak zmierzam. Skalę, już niejako „obustronnie paranoidalnych” kontaktów, oddaje komentarz do całej s prawy konsula Mostowskiego. Owszem zwrócił on uwagę na podejrzaną przeszłość Klippert, niemniej o wiele więcej miejsca poświęcił na snucie domysłów odnośnie przewidywanych przez niego „prawdziwych” zadań postawionych przed kobietą, wśród których na poważnie wymieniał m.in…. zarażanie chorobą weneryczną32. „Na szczęście” kobieta ta nigdy nie pojawiła się w polskim konsulacie.

Do jakiego natomiast wniosku chcę dojść? Mostowski raportował: „Chodzi o przecięcie kontaktów społeczeństwa z polskim konsulatem. […] I społeczeństwo faktycznie unika kontaktu z nami i wszystkimi innymi konsulatami tutaj33. Dlatego […] konsulat musi właściwie zamknąć swą działalność w murach zajmowanego lokalu, ograniczając się do studiowania bolszewickich wydawnictw codziennych i periodycznych (podkreśl. w oryg. – M.K.)34” . Czytając te słowa i biorąc teraz pod uwagę wszystko co do tej pory napisałem, dopiero w pełni da się zrozumieć i właściwie podejść do wartości przygotowywanych tam analiz i możliwości samego Mostowskiego w zdobywaniu danych na temat Federacji Kaukaskiej. Więcej, w 1929 r., mając już pewne doświadczenie, konsul w ogóle powątpiewał w sens przygotowywania jakichkolwiek sprawozdań (czy „podprogowo” sugerował więc zamknięcie placówki, nie wiem), a tym bardziej opartych na studiach prasowych, nie widząc większych szans na zdobywanie rzetelnych informacji o Kaukazie35. I nie podejrzewałbym Mostowskiego o lenistwo, lecz raczej widziałbym w tym przejaw zdrowego rozsądku. Przy czym jednocześnie sądzę, iż zupełnym nieporozumieniem było posłużenie się też innym jeszcze argumentem, takim mianowicie, że Tbilisi leżało nazbyt daleko od Warszawy. To znaczy, poczta dyplomatyczna wychodziła z konsulatu, najwyżej co dwa, trzy tygodnie i to, zdaniem bohatera moich rozważań, czyniło raporty nieaktualnymi, szczególnie w przypadku gdy bazowano na prasie36. Cóż bowiem mieli powiedzieć ci, których wysłano do Tokio, Waszyngtonu albo gdzieś do Ameryki Południowej. Być może w głoszeniu tego typu osądów należy upatrywać przyczyny pojawienia się niektórych ze sformułowań w cytowanej wcześniej ocenie aktywności Mostowskiego z 1931 r.: „Zdolności rozwijania inicjatywy […] mniejsze”. Tym niemniej jest jeszcze owa opinia Hołówki. Mostowski oczywiście pisał, choć nie ma tego wiele (nie zachowało się tego wiele?, autorowi nie udało się odnaleźć wiele?). Teksty te są zazwyczaj próbą połączenia analitycznego ujęcia danego zagadnienia z prezentacją jakiejś faktografii37 oraz z własnym komentarzem. Czy natomiast daje się w nich odnaleźć dowód na ideowe powiązanie konsula z ideą prometejską? Wydaje mi się, że gdzieś, między wierszami, trochę tak, lecz przede wszystkim w warstwie teoretyczno-ideowej, w żadnym zaś razie praktycznej.

Po pierwsze Mostowski przekonywał, iż ludność Federacji Kaukaskiej była zdecydowanie wrogo nastawiona do władz radzieckich. Wskazywał na kilka przyczyn niechęci tych ludzi do rządów komunistycznych. Na pierwszy plan wysuwał niewydolność ekonomiczną systemu. Kaukaz trawiło gigantyczne bezrobocie, sięgające w skali całego kraju, podobno 47 %. Tymczasem, państwo nie potrafiło temu zaradzić. Brakowało pieniędzy np. na finansowanie robót publicznych, dobrego środka do szybkiej redukcji tego zjawiska, nie mówiąc już o jakichkolwiek formach pomocy społecznej38. Ku wyraźnemu zaś zadowoleniu konsula, „cieszył fakt”, że jeśli komuniści podejmowali próby reform, to szły one w złym kierunku. Tak bowiem Mostowski oceniał zapędy do kolektywizacji rolnictwa na Kaukazie39. Próby tworzenia tam gospodarstw państwowych, doprowadziły do fali głodu w miastach, gdyż bogaci chłopi zaczęli ukrywać swoje plony. Obok tego, owi „kułacy”, rozdając zboże biednym sąsiadom, wspólnie z nimi zwalczali różnego rodzaju inicjatywy, zmierzające do przekształcenia kaukaskiej wsi. I tak m.in. siłą rozprawiali się z agitatorami, przyjeżdżającymi w celu propagowania walki „z kułactwem”, co wyłącznie zwiększało poczucie bezradności i alienacji u rządzących40.

Mostowski, analizując antagonizmy występujące pomiędzy społeczeństwem a władzą, zwracał również uwagę na politykę instytucjonalnego ateizmu, wyraźnie oddalającą mieszkańców Kaukazu od sprawujących rządy. W osądzie Polaka, komuniści nie zorientowali się, że szczególnie muzułmanie, deklarowali silne przywiązanie do swej religii, stawiając je nawet ponad więzi narodowe, nie mówiąc o identyfikacji z konkretnym światopoglądem politycznym41. Wielu z nich, według Mostowskiego, chciało obalenia reżimu, tylko brakowało im wsparcia. W tym kontekście konsul snuł hipotezy o ewentualnym niegdyś przewrocie, inicjowanym przez te właśnie środowiska. Na razie wszak, wobec braku pomocy skądkolwiek, ów „buntowniczy potencjał” marnował się, powodując, iż jedynymi działaniami podejmowanymi przez muzułmanów było „zgłaszanie się całymi wsiami do konsulatu tureckiego by stąd wyjechać”42.

Rodzi się naturalne pytanie czy gdzieś w tym wszystkim Mostowski widział rolę dla swojego kraju? Otóż praktycznie nigdzie. A czy wskazywał na metody by nie dopuścić do zmarnowania się „buntowniczego potencjału” ludów Kaukazu? Siłą rzeczy też nie. Konsul, choćby darzył zniewolone kaukaskie narody największą nawet sympatią, dalece pesymistycznie odnosił się do ewentualnych możliwości wpłynięcia przez Warszawę na ich los. Na pewno nie wierzył w żadną formę politycznego oddziaływania Polski na to, co się tam działo. Wręcz odradzał coś takiego z racji na „specyficzny układ stosunków w ZSRR”. Co miał tutaj na myśli? Otóż władze lokalne w pełni zależały od Moskwy i jakiekolwiek napięcia na niższym szczeblu, od razu odbijałyby się rykoszetem na relacjach polsko-radzieckich43. Trudno odmówić słuszności takiemu osądowi, traktując go jako przejaw realpolitik, czyli twardego stąpania po ziemi. Zdaje się, że Mostowski, tak jak większość jego kolegów z MSZ zajmujących się sprawami wschodnimi, na szczęście – i piszę te słowa z pełnym przekonaniem – potrafił odróżnić osobiste sympatie albo wręcz nakazy sumienia, od uwarunkowań geopolitycznych.

Nie jest jednak do końca tak, iż konsul spoglądał na Warszawę wyłącznie jak na życzliwego, ale biernego obserwatora. Przy czym trudno przedstawione propozycje potraktować inaczej niż plan awaryjny lub zastępczy. Zatem, jeśli już, to teoretycznie sfera wymiany handlowej mogła przybliżyć Polskę do Kaukazu, i na odwrót. Tyle, że i tutaj widać u Mostowskiego brak entuzjazmu. Analizując jego raporty, odnoszę wrażenie, że Polak po prostu musiał odnaleźć jakąś płaszczyznę ewentualnej współpracy. Robił to wszak bez przekonania oraz niezwykle ostrożnie. Schemat tych tekstów da się ująć następująco: konsul najpierw prezentował określone rozwiązania, by zaraz do nich zniechęcać, dodając bowiem zawsze katalog przeszkód, uniemożliwiających realizację danego projektu. Żeby nie być gołosłownym, z jednej strony Mostowski widział szansę na ożywienie współpracy gospodarczej pomiędzy obu krajami, wskazując na te dziedziny, w których byłaby ona rzekomo szczególnie korzystna dla obu partnerów. To znaczy, w Federacji Zakaukaskiej brakowało narzędzi rolniczych, instrumentów chirurgicznych, odczynników chemicznych czy wyrobów bawełnianych. Ich sprowadzaniem na Kaukaz zajęliby się Polacy. Tylko po co, skoro koszty przewozu, ze względu na oczywiste oddalenie geograficzne, siłą rzeczy niekorzystnie wpłynęłyby na cenę towarów, podnosząc ją do takiego poziomu, że ów produkt przestawał być konkurencyjnym. Rosjanie przecież nie zgodziliby się przepłacać, mając bliżej tańszych dostawców. Gdyby zaś polscy handlowcy wzięli na siebie ciężar opłat przewozowych, takie transakcje zwyczajnie nie opłaciłyby się im44. Na tym bynajmniej nie kończył się spis – można rzec – „oficjalnych szans” na zbliżenie polsko-kaukaskie. Mieszkańcy tamtejszego regionu również mieli wiele do „zaoferowania” – i to ostatnie sformułowanie umyślnie biorę w cudzysłów, w kontekście tego, jak podszedł do zagadnienia bohater moich rozważań. Rejon słynął z wybornych jabłek, czereśni, moreli, brzoskwiń i z przetworów wykonywanych z tych owoców, mianowicie z kompotów. Mostowski sądził, że warto je importować, ale nie ma jak. Konsul od razu przywoływał przykład Niemców, którzy spróbowali przewieść jabłka, lecz te zgniły po drodze, mimo, że znajdowały się w specjalnych opakowaniach. Podobnie zakończyła się też próba dostarczenia kompotów ze wszystkich wymienionych wyżej owoców45.

Identycznie Mostowski podszedł do kwestii starania się polskich firm o uzyskanie na Zakaukaziu różnego rodzaju koncesji związanych z przemysłem wydobywczym. Konsul zaczynał więc od tego, iż należało podjąć starania o zdobycie takich kontraktów, lukratywnych ze względu na duże i wciąż mało eksplorowane złoża kopalin jak i tanią siłę roboczą na Kaukazie46. Obok natomiast wymieniał wszelkie utrudnienia z tym związane, znowu podpierając się konkretnym kazusem, a nie snując wyłącznie teoretyczne rozważania. Tym razem chodziło o Amerykanów, którzy w zamian za zgodę na wydobycie manganu w Cziaturach, obiecali m.in. modernizację tamtejszej sieci kolejowej, nie mówiąc już o wymianie sprzętu górniczego. Z tych zobowiązań nie zdołali się jednak wywiązać, chociaż mieli do dyspozycji spore fundusze, lecz jak się okazało, i tak za małe. Cóż zatem mieli powiedzieć polscy przemysłowcy, posiadający dalece mniejsze możliwości finansowe. Ponadto Mostowski dodawał i ostrzegał, że owa tania siła robocza – co tak zachęciło Amerykanów – w praktyce oznaczała, ni mniej ni więcej, tylko małą wydajność pracy. Atut zamieniał się tutaj w czynnik negatywny, co jest typową cechą rozumowania Mostowskiego. Robotnicy, przyzwyczajeni do braku nadzoru, podobno unikali obowiązków i, na domiar złego, wciąż strajkowali domagając się od zagranicznego kontrahenta… podwyżek płac47.

W sumie dla Mostowskiego gra nie była warta zachodu w żadnej dziedzinie gdyż, tak na dobrą sprawę, nikt nie wiedział jakim właściwie potencjałem gospodarczym dysponowała ZSFRR oraz jaka była rzeczywista chłonność lokalnego rynku. Szalę przeważał zaś argument natury politycznej, tj. nieprzewidywalność komunistów dla których reguła pacta sunt servanda stanowiła jedynie teoretyczne hasło48. Wyczuwa się wyraźnie zachowawczość Polaka, nie chcącego być może proponować ryzykownych rozwiązań lub też po prostu na tyle dobrze znającego warunki radzieckie, że pozbawionego większych złudzeń. Różnie można to oceniać. Niemniej uwypuklony przez konsula problem zależności podejmowanych przez władze radzieckie decyzji gospodarczych od aktualnej koniunktury politycznej, uznaję za słuszny. Co ciekawe, postawa ta, którą określiłbym mianem „wstrzemięźliwej”, wcale nie dominowała w sprawozdawczości płynącej z placówek MSZ w ZSRR. I tak np. poseł RP w Moskwie, Stanisław Patek49 (1926 – 1932), uporczywie przekonywał zwierzchników „na Wierzbowej”, iż za wszelką cenę należało zawrzeć traktat handlowy z Rosjanami, rzekomo stabilizujący wzajemne, polsko-radzieckie relacje50. Jeśli dobrze to rozumiem, Polska winna była „zapłacić” za pokój z Moskwą i stabilizację w regionie, biorąc na siebie koszt kaprysów strony przeciwnej. Mostowski daleki był od tego rodzaju konkluzji.

Działalność oficjalno-reprezentacyjna Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi oraz „słówko” o wywiadzie
Są wszakże przynajmniej dwie sfery – a bez mała na pewno jedna – gdzie możemy doszukać się „realnych” sympatii Mostowskiego dla zniewolonych narodów Zakaukazia. Pierwsza z nich to działalność oficjalno-reprezentacyjna Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi, dokładnie zaś jej brak, jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi. Otóż konsul przeważnie odmawiał osobistego udziału we wszelkich (nielicznych zresztą) uroczystościach państwowych organizowanych przez miejscowe czynniki rządzące, wysyłając na nie swych podwładnych. Postawa taka, naganna w warunkach „normalnego” funkcjonowania korpusu konsularnego w „normalnym” kraju, „normalnie” spowodowałaby natychmiastowe odwołanie dyplomaty do centrali. W Federacji Zakaukaskiej jednak, stanowiła drobny, symboliczny gest sprzeciwu wobec losu zgotowanego mieszkańcom tamtejszych terenów. Tylko na tyle pozwalał sobie Mostowski, tylko na tyle może mógł sobie pozwolić?

I tak Polak z oburzeniem informował Warszawę, iż np. w lutym 1929 r. otrzymał zaproszenie, razem z kolegami z corps consulaire51 na przyjęcie z okazji zajęcia Kaukazu przez Armię Czerwoną. Wymówił się chorobą52, uznając, że obecność tam tak wysokiej rangi polskiego urzędnika zostałaby odebrana jako wyraz akceptacji dla takiej a nie innej polityki Kremla. Mało i dużo zarazem53. Dodam, nad czym zresztą bohater moich rozważań ubolewał, że podobnych skrupułów nie mieli reprezentanci innych państw, przebywający w Tbilisi54. Mostowski był tym o tyle zdziwiony, że dosłownie kilkanaście dni wcześniej zagraniczni dyplomaci otrzymali próbkę tego, na co komunistów było stać. To znaczy, podczas balu noworocznego55, na początku stycznia 1929 r., któryś z wysoko postawionych funkcjonariuszy państwowych, wygłaszając publicznie toast zażartował, iż… Włosi znacząco przyczynili się do opanowania Zakaukazia przez Moskwę. To bowiem samochodami należącymi do ich misji, w 1921 r. zwycięzcy wkroczyli do miasta. Mówca zapomniał dodać, że pojazdy te włoskim urzędnikom odebrano siłą56.

Polski konsul do wszelkich podobnych uroczystości podchodził z dystansem, żeby nie powiedzieć, z zażenowaniem i niechęcią57. Uczył się tutaj wszak na własnym doświadczeniu i na własnych błędach. Kiedy 7 czerwca 1927 r. doszło w Warszawie do zabójstwa połpreda58 ZSRR w Polsce, Piotra Wojkowa, Mostowski natychmiast po otrzymaniu tej wiadomości, aż dwukrotnie próbował umówić się na spotkanie z miejscowym Pełnomocnikiem KLSZ, by na jego ręce złożyć kondolencje. Gdy się to wreszcie udało, Polak przez dwie godziny czekał na audiencję, która – jak wynika z jego relacji – trwała raptem kilka minut. Na domiar złego, tego samego dnia wieczorem, tj. 8 czerwca 1927 r., przed gmachem konsulatu odbyła się „spontaniczna” – pisał Mostowski – manifestacja kilkudziesięciu miejscowych robotników, którzy obrzucili budynek zgniłymi jajkami59.

Trzeba wszak przyznać, że Mostowski nie zawsze prezentował tutaj, czyli w kontekście działalności reprezentacyjnej, jakieś „twarde” i nieprzejednanego stanowisko, odrzucając z góry wszelkie zaproszenia. Czasem bowiem interes państwa polskiego – zwracam na to uwagę – bo z pewnością nie interes podbitych narodów kaukaskich (gwoli ścisłości, jednak nie ich był reprezentantem), górował, wymuszając odstępstwa od przyjętych reguł. Tak było m.in. w przypadku wizyty w Tbilisi króla Afganistanu, Amanullacha, w czerwcu 1928 r. Powyższe wydarzenie stało się świetnym pretekstem do zamanifestowania znaczenia Polski jako takiej, albo bardziej, do wywołania pozytywnego wydźwięku odnośnie niej samej. Do czego zmierzam? Azjatycki monarcha wizytował wcześniej Polskę, spotykając się z prezydentem Ignacym Mościckim i marszałkiem Józefem Piłsudskim. Z rozmów z oboma tymi politykami wyniósł wówczas jak najlepsze wrażenia i kontakt z Amanullachem, teraz na gruncie kaukaskim mógł stać się okazją do publicznego nawiązania do tamtych dni. Władca rzeczywiście nie zawiódł nadziei konsula. Około godziny 14ºº, 4 czerwca 1928 r., w Tbilisi rozpoczął się raut zorganizowany przez lokalne władze. W trakcie jego trwania, Mostowskiemu udało się odbyć rozmowę z afgańskim monarchą, który wtedy podobno wiele ciepłych słów wypowiedział na temat Polaków, dużo miejsca poświęcając osobom właśnie Piłsudskiego i Mościckiego. Dyskusja toczyła się zaś w obecności komunistycznych notabli60. Oczywiście znaczenia tego typu faktów nie należy przeceniać. Tym bardziej, nie da się więc obliczyć wymiernych korzyści z nich płynących, ale ostrzegam też przed ich całkowitym lekceważeniem. Chociaż mówimy tutaj wyłącznie o warstwie symbolicznej, nawet w ZSRR odgrywała ona pewną rolę.

Natomiast, jeśli mowa o wymiernych korzyściach, to przyniósł je udział Mostowskiego i innych polskich urzędników w manewrach wojskowych, przeprowadzonych na przedmieściach Tbilisi, 3 września 1929 r. Na specjalnie do tego przygotowanym podeście, powstałym z połączenia dwóch samochodów ciężarowych, zagraniczni dyplomaci oglądali pokaz uzbrojenia Armii Czerwonej oraz prezentowane przez żołnierzy gry taktyczne. Polacy później sporządzili z tego raport, relacjonując tyle, ile udało im się zauważyć61.

Pisząc o tym zdarzeniu, chcę „łagodnie” przejść na koniec do niezwykle trudnego zadania, jakim zawsze jest opisanie działalności wywiadowczej, w tym przypadku prowadzonej za pośrednictwem polskiej placówki konsularnej w Tbilisi. Bo to, że mieliśmy do czynienia z czymś takim, nie podlega żadnej dyskusji62. Ile zaś wiemy o tej aktywności, z czasów gdy konsulatem polskim w Federacji Zakaukaskiej kierował Mostowski? Od razu odpowiem, że niewiele i rzecz ta wymaga oddzielnych studiów63. Stąd skupię się na jednej tylko kwestii. A mianowicie nie odnalazłem nigdzie żadnego dokumentu – co rzecz jasna także niczego ostatecznie nie dowodzi – aby konsul sprzeciwiał się obecności oficerów Oddziału II64 w szeregach podległego mu personelu. Postawa taka bynajmniej nie należała do powszechnych. Przeciwnie, zwierzchnicy placówek dyplomatycznych i konsularnych, mając świadomość, że sami niejednokrotnie stawali się obiektem zainteresowania takich ludzi, robili wiele, żeby utrudnić im pracę. Z relacji jednego z „dwójkarzy”, ulokowanego w konsulacie w Tbilisi, wiemy jednak, że Mostowski generalnie przynajmniej nie przeszkadzał65. Mimo, iż – jak wielu funkcjonariuszy „cywilnych” MSZ – bał się dekonspiracji i skandalu dyplomatycznego66.

* * *

Mostowski, cierpiący na dolegliwości płucne, z tego a nie innego powodu opuścił daleki Kaukaz w drugiej połowie 1931 r67. Podsumowując jego działalność w Tbilisi, nasuwa się kilka refleksji. Po pierwsze, trudno dyplomatę tego nazwać wprost „prometeistą”, ale też nie da się tak jednoznacznie stwierdzić, iż konsulowi idea prometejska była zupełnie obca. Po drugie, podobnie jak wielu w MSZ, „kibicował” on zniewolonym przez komunistów narodom Kaukazu. Tyle, że możemy tutaj mówić, co najwyżej o życzliwej przychylności i niczym więcej. Po trzecie zaś, nawet gdyby bohater moich rozważań wyjeżdżał do Tbilisi z innym nastawieniem, obserwując ZSRR szybko pozbył się złudzeń. Być może więc – dla osób takich jak Mostowski – trzeba wprowadzić dodatkową kategorię. To znaczy, oprócz biało – czarnego schematu, czyli „prometeista” albo „nie – prometeista” należałoby wyróżnić model pośredni, a mianowicie „prometeista podskórny”.

Dr Marcin Kruszyński – historyk, pracownik Referatu badań naukowych Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie, specjalizuje się w badaniach nad dwudziestoleciem międzywojennym, w szczególności dyplomacją II RP.

1 W Gruzji, zwłaszcza od końca XIX w., istniały spore skupiska Polaków, aktywnie angażujących się w działalność polityczną i wojskową w czasie I wojny światowej. O tym zob.: M. Mądzik, Działalność społeczno – kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX wieku, Lublin 1987; Polacy w kulturze i życiu społecznym Zakaukazia do 1918 roku, red. M. Mądzik, L. Piątkowski, M. Zakrzewska-Dubasowa, Lublin 1990; A. Furier, Polacy w Gruzji, Warszawa 2009, s. 199-372. Dokładny przegląd polskiej literatury na temat kontaktów polsko – gruzińskich: W. Materski, Polish – Georgian relationships in the Polish historical records, „Pro Georgia”, t. 22, 2012, s. 213-222.

2 Traktat został formalnie podpisany pomiędzy Rzeczypospolitą Polską a Rosyjską Socjalistyczną Federacyjną Republiką Radziecką (RSFRR) i Ukraińską Socjalistyczną Republiką Rad (USRR).

3 O tych wydarzeniach zob.: W. Materski, Georgia Rediviva. Republika gruzińska w stosunkach międzynarodowych 1918 – 1921, Warszawa 1994, s. 213-229; A. Furier, Droga Gruzji do niepodległości, Poznań 2000, s. 105-108; P. Olszewski, Polityka państw Ententy wobec Zakaukazia w latach 1918 – 1921, Piotrków Trybunalski 2001, s. 210-250.

4 Pierwsze próby nawiązania kontaktów dyplomatycznych z republikami kaukaskimi miały miejsce w latach 1918 – 1921, tj. w czasie kiedy obszar ten pozostawał wolny od jakichkolwiek zewnętrznych wpływów, zwłaszcza bolszewickich. M. Mądzik, Próby nawiązania stosunków politycznych między Polską a Gruzją w latach 1918-1921, „Rocznik Lubelski”, t. XXIX/XXX, 1987/1988, s. 81-86; idem, Z historii politycznych stosunków polsko-gruzińskich w latach 1918-1939, „Pro Georgia”, t. I, 1991, s. 19-23; W. Materski, Misja Tytusa Filipowicza w Tbilisi (kwiecień 1920), „Pro Georgia”, t. I, 1991, s. 26-28; M. Mądzik, Działalność Przedstawicielstwa Rzeczypospolitej Polskiej na Kaukazie w latach 1918-1920, [w:] Polacy w Gruzji, red. ks. E. Walewander, Lublin 2002, s. 249-251; Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie w okresie międzywojennym, [w:] Kaukaz w stosunkach międzynarodowych. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, red. P. Olszewski, K. Borkowski, Piotrków Trybunalski 2008, s. 199-202.

5 Wciąż brakuje nowego i pełnego spojrzenia tak na samą „ideę prometejską” jak i na jej realizację. Zdani tutaj jesteśmy niemal wyłącznie na dawniejsze opracowania, wśród których zdecydowanie pierwsze miejsce zajmuje praca Sergiusza Mikulicza, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971. Niestety, obecny jest w niej język „ostry klasowo” i marksistowska orientacja metodologiczna. Nowszy zaś punkt widzenia, niejako „z lotu ptaka”, zob.: M. Kornat, Ruch prometejski – ważne doświadczenie polityki zagranicznej II Rzeczypospolitej, „Nowa Europa Wschodnia”, nr 2, 2008, s. 76-86, oraz wybrany wątek: J.J. Bruski, Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy Sowieckiej 1921 – 1926, Kraków 2010.

6 O konferencji w Genui szerzej: S. Mikulicz, Od Genui do Rapallo, Warszawa 1966, s. 83-258.

7 O stosunku polskich dyplomatów do idei prometejskiej jako takiej i wspierania dążeń niepodległościowych narodów zniewolonych przez Kreml pisałem już wcześniej. M. Kruszyński, Wydział Wschodni Ministerstwa Spraw Zagranicznych a idea rozbicia Rosji Radzieckiej w latach dwudziestych XX wieku, referat wygłoszony na konferencji „Ruch prometejski – fenomen europejski”, 16 – 17 II 2011 r., w druku. O samej zaś konferencji zob.: M. Kornat, Konferencja o ruchu prometejskim w Instytucie Historii Polskiej

Akademii Nauk w Warszawie (16 – 17 lutego 2011), „Nowy Prometeusz”, październik 2011, s. 178-187.

8 O działalności tej placówki dyplomatycznej zob.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie w latach

1921 – 1939, Warszawa 2010.

9 M. Kruszyński, Przemysł Federacji Zakaukaskiej w latach 20. XX w. Przyczynek do badań nad ekonomicznym aspektem działalności polskich placówek dyplomatycznych w ZSRR, „Wschodni Rocznik Humanistyczny”, t. IV, 2007, s. 271-277.

10 O usytuowaniu tej placówki konsularnej w strukturach polskiego MSZ i charakterze jej działania zob.: M. Kruszyński, Kaukaz w polityce MSZ – rola i znaczenie Konsulatu Generalnego RP w Tbilisi w okresie międzywojennym, „Nowy Prometeusz”, nr 2, lipiec 2012, s. 243-255.

11 W. Materski, Polsko-radziecka konwencja konsularna z 18 lipca 1924 roku, „Dzieje Najnowsze”, t. V, 1973, nr 4, s. 65-66.

12 O działalności pozostałych konsulów zob. np.: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 230 passim.

13 Ogólny biogram Zygmunta Mostowskiego: J. Zieliński, Zygmunt Mostowski, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 22, Warszawa 1977, s. 79.

14 M. Korzeniowski, Za Złotą Bramą. Działalność społeczno – kulturalna Polaków w Kijowie w latach 1905-1920, Lublin 2009, s. 264-267, 275, 278, 312.

15 Archiwum Akt Nowych (dalej cyt.: AAN), Prezydium Rady Ministrów (dalej cyt.: PRM), cz. VIII, sygn. 250, Karta kwalifikacyjna Z. Mostowskiego, k. 77.

16 AAN, Ministerstwo Spraw Zagranicznych (dalej cyt.: MSZ), sygn. 194c, „Dziennik Urzędowy Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej” (dalej cyt.: „Dziennik Urzędowy”) 20 X 1926, nr 8, k. 111.

17 W ZSRR, po zawarciu konwencji konsularnej, działały polskie konsulaty w Charkowie, Leningradzie, Mińsku, Kijowie i właśnie w Tbilisi. Chociaż już w 1918 r. miejscowi Polacy tworzyli na obszarze byłej Rosji carskiej pierwsze tego typu placówki. Zob.: M. Kruszyński, Z działalności konsulatu polskiego w Noworosyjsku. Przyczynek do badań nad formowaniem się polskiej służby konsularnej, „Pro Georgia” t. 15, 2006, s. 197-206; idem, Polska służba dyplomatyczna i konsularna na terenie byłej Rosji carskiej w latach 1918-1939. Zarys problematyki, [w:] Rok 1920. Wojna i polityka, red. M. Szumiło, Lublin 2011, s. 11-27. Por.: W. Skora, Służba konsularna Drugiej Rzeczypospolitej. Organizacja, kadry i działalność, Toruń 2006, s. 81-82.

18 AAN, MSZ, sygn. 5258, Ocena pracowników polskich konsulatów w ZSRR, T. Hołówko, grudzień 1929, k. 10.

19 AAN, PRM, cz. VIII, sygn. 250, Karta kwalifikacyjna Z. Mostowskiego…, k. 78.

20 Niemniej są inne dokumenty, dotyczące oczekiwań rożnych osób bądź instytucji odnośnie placówki w Tbilisi. I tak np. poseł polski w Moskwie, Stanisław Kętrzyński (1925-1926), widział tę misję głównie w kontekście działań mających doprowadzić do ożywienia współpracy gospodarczej pomiędzy Polską a tamtymi obszarami. AAN, MSZ, sygn. 6676, Raport St. Kętrzyńskiego do MSZ z 5 VI 1925 r., k. 87. Natomiast dla Oddziału II Sztabu Generalnego (od 1928 r. – Sztabu Głównego) tereny te były atrakcyjne m.in. z punktu widzenia zbierania danych na temat radzieckiej kawalerii. Centralne Archiwum Wojskowe (dalej cyt.: CAW), Oddział II Sztabu Głównego (dalej cyt.: Oddział II SG), sygn. I.303.4.1704, Program pracy wywiadowczej w Rosji Sowieckiej na rok 1927, k. 97. Ponadto wojskowi szczególnie interesowali się ruchami narodowościowymi, a zwłaszcza tendencjami separatystycznymi wśród ludów kaukaskich. I na pozyskiwanie tego typu informacji liczyli, planując w przyszłości wysyłać tam swoich ludzi, występujących pod „przykrywką” urzędników konsularnych. Ibidem, sygn. I.303.4.1803, Plany wywiadowcze wobec ZSRR wobec przygotowywanej polsko – radzieckiej konwencji konsularnej, 5 III 1924 r., b.p.

21 Por.: K. Hickaman, Daughters of Britannia. The Lives and Times of Diplomatic Wives, New York 1999, s. 1 nn. B. Szubtarska, Poselstwo RP w Lizbonie w 1936 r. w świetle listów Beaty Obertyńskiej, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 3, 2007, s. 87-101. Por. też: M. Kruszyński, Alfa i omega – stan zdrowia, śmierć i konklawe papieży okresu dwudziestolecia międzywojennego w materiałach polskiego MSZ, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 4, 2010, s. 53-60.

22 А.Ф. Борунков, Дипломатический протокол в России, Москва 2005, s. 8 i nn.

23 I tak np. większość polskich placówek dyplomatycznych i konsularnych stanowiła bazę dla pracowników wywiadu. O tym m.in. W. Skora, Konsulat RP w Szczecinie w latach 1925-1939, Słupsk 2001, s. 37 passim; idem, Współdziałanie służby konsularnej II Rzeczypospolitej z wywiadem wojskowym, „Dzieje Najnowsze”, t. XXXVI, 2004, nr 1, s. 23 passim; idem, Oficerowie wojska w służbie konsularnej II Rzeczypospolitej (1926-1939), [w:] Siły zbrojne-polityka. Studia ofiarowane profesorowi Jerzemu Przybylskiemu w siedemdziesiątą rocznicę urodzin, red. P. Kurleda, J. Romanowicz, A. Rossa, B. Zalewski, Toruń 2005, s. 333-344; idem, Konsekwencje przewrotu majowego w polskiej służbie konsularnej, [w:] Zamach stanu Józefa Piłsudskiego 1926 roku, red. M. Sioma, Lublin 2007, s. 410-422.

24 Więcej: M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 119 passim.

25 O tej rezerwie ze strony urzędników radzieckich, polscy dyplomaci nieraz wspominali: Instytut Polski i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego w Londynie (dalej cyt.: IPMS), Kolekcja Henryka Sokolnickiego, sygn. 180, Memoirs of diplomatic and social life, briefly before and during World War II in Poland, the USSR and Scandinavia by Henryk Sokolnicki, (dalej cyt.: I…), k. 149-150.

26 IPMS, Kolekcja Stefana Brzeszczyńskiego, sygn. 262/1, S. Brzeszczyński, W carstwie mroków. 40 lat temu, (dalej cyt.: W carstwie mroków...), b.p.

27 O inwigilacji Polaków w ZSRR, w tym rzecz jasna i w Tbilisi, zob.: M. Kruszyński, Inwigilacja polskich placówek dyplomatycznych w ZSRR w okresie międzywojennym, [w:] Między I a IV Rzeczpospolitą. Z dziejów lustracji na ziemiach polskich w XIX i XX wieku, red. M. Korybut – Marciniak, P. Majer, Olsztyn 2009, s. 71-86.

28 Dodam, że w tamtym czasie, samo Tbilisi miało zamieszkiwać ok. 3 tys. Polaków, czy może bardziej tylu było obywateli radzieckich polskiego pochodzenia. W. Materski, Gruzja, Warszawa 2000, s. 288. Natomiast szacowano, że w całej federacji miało przebywać około 9 tys. tego rodzaju osób. Dziesięciolecie Polski Odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918-1928, Kraków-Warszawa 1928, s. 834; M.B. Lepecki, Sowiecki Kaukaz. Podroż do Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu, Warszawa bdw, s. 67.

29 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 9 V 1930 r., k. 56. Mężczyznę tego oskarżono o działalność szpiegowską na rzecz Polski.

30 Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 16 X 1930 r., k. 89.

31 Ten urzędnik, z ramienia Moskwy, odpowiadał za politykę zagraniczną Federacji Zakaukaskiej, chociaż można tutaj mówić wyłącznie o swego rodzaju decorum. Natomiast wśród jego – nazwę to – „realnych kompetencji” znajdowało się regulowanie codziennych spraw związanych z funkcjonowaniem zagranicznych dyplomatów.

32 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka z 12 XI 1930 r., k. 114-115.

33 O pozostałych konsulatach państw obcych, znajdujących się w Tbilisi, w dalszej części artykułu.

34 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 9 V 1930 r…, k. 57-58.

35 AAN, MSZ, sygn. 7330, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 8 VII 1929 r., k. 52.

36 Ibidem, sygn. 7328, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 20 IV 1928 r., k. 108.

37 Szczegółowe dane konsul prezentował przede wszystkim przy raportach o tematyce ekonomicznej. Nie będę tego tutaj powielał, gdyż już wcześniej prezentowałem te fakty. Zob.: M. Kruszyński, Przemysł Federacji Zakaukaskiej..., s. 277-282.

38 IPMS, Ambasada RP w Londynie (dalej cyt.: Am. w Londynie), sygn. A12 P11/3, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 29 IV 1927 r., k. 219-220.

39 Kolektywizacja rolnictwa w całym ZSRR wiązała się z realizacją, narzuconego przez Józefa Stalina, planu pięcioletniego. O zmianach na radzieckiej wsi zob. m.in. J. Ciepielewski, Historia społeczno-ekonomiczna Związku Radzieckiego, Warszawa 1974, s. 240-253; M. Wilk, Człowiek i stal, Warszawa 1988, s. 191 nn.; idem, Lata trosk i nadziei w ZSRR w latach 1918-1941, Warszawa 1988, s. 182-209; idem., Gruzin na Kremlu, Łódź 1995, s. 164 nn; R. Conquest, Harvest of Sorrow. Soviet Collectivisation and the terror-famine, London 1996.

40 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 25 II 1929 r., k. 69-74.

41 Ibidem, sygn. A12 P14/2, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 27 II 1928 r., k. 83-84.

42 Ibidem, sygn. A12 P17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 III 1929 r., k. 94.

43 AAN, MSZ, sygn. 7331, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 23 XI 1929 r., k. 14-15.

44 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P11/3, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 29 III 1927 r., k. 165-167.

45 Ibidem, k. 169.

46 Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 1927 r., k. 133.

47 Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 5 III 1927 r., k. 120-125.

48 Ibidem, k. 126-127.

49 O nim zob.: Z. Landau, Patek Stanisław, Polski Słownik Biograficzny (PSB) t. 25, s. 321-325; M. Gmurczyk-Wrońska, Wprowadzenie, [w:] Stanisław Patek. Raporty i korespondencja z Moskwy (1927-1932), wstęp, wybór i opracowanie dokumentów M. Gmurczyk – Wrońska, Warszawa 2010, s. 42-57. Ponadto: M. Kruszyński, Stanisław Patek w Japonii. Z działalności polskiego poselstwa w Tokio w latach 1921-1926, „Annales UMCS”, sec. F, Lublin 2006, s. 137-157; idem, Stanisław Patek – życie w cieniu dyplomacji, „Polski Przegląd Dyplomatyczny”, nr 6, 2007, s. 81-102.

50 Zob.: M. Gmurczyk – Wrońska, Dyplomacja w cieniu gospodarki. Rokowania Stanisława Patka o polsko – sowiecki traktat handlowy w latach 1928 – 1930, „Przegląd Wschodni”, nr 45, 2012, s. 99-122.

51 W Tbilisi, oprócz konsulatu polskiego, znajdowały się jeszcze konsulat włoski, niemiecki, turecki i perski. O relacjach miedzy nimi a placówką polską zob.: Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie…, s. 211-212; M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie..., s. 250-252.

52 Argument taki zawsze był o tyle wiarygodny, iż Mostowski generalnie nie cieszył się dobrym zdrowiem. Często narzekał na rożne przypadłości związane z płucami i z tego powodu np. nie uczestniczył w drugim tzw. zjeździe konsularnym, organizowanym przez Patka w Moskwie, w 1929 r. AAN, MSZ, sygn. 11420, Sprawozdanie ze zjazdu konsularnego w Moskwie, 23-27 I 1929 r., k. 98. Dodam już teraz, iż to owo schorzenie płuc doprowadziło do rezygnacji konsula z zajmowanego stanowisko, a i ostatecznie przyczyniło się do jego śmierci.

53 Dodam, że w październiku 1927 r. Federację Zakaukaską, niejako z oficjalną wizytą, odwiedził poseł Patek. Dyplomata spotkał się wówczas z najważniejszymi politykami tego kraju. Zob.: M. Mądzik, Dwie wizyty, „Pro Georgia”, t. II, 1992, s. 11-12. Tym niemniej owej podroży nie można jednoznacznie zakwalifikować jako gestu przyjaźni wobec rządzących Kaukazem komunistów. Należy ją bowiem rozpatrywać w aspekcie toczących się wówczas w Moskwie negocjacji o polsko – radziecki pakt o nieagresji. Szef poselstwa, chcąc zyskać na czasie, zdecydował się po prostu, w pewnym momencie na odległy wyjazd.

54 AAN, Attache wojskowy przy Ambasadzie RP w Moskwie (dalej cyt.: Attache w Moskwie), sygn. 26, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 III 1929 r., k. 215-216.

55 Mostowski nie był obecny także i na tej uroczystości. Dodam też, iż bal taki komuniści w Tbilisi organizowali po raz pierwszy. Nie wiem jak było w kolejnych latach.

56 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P17/2, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, ze stycznia 1929 r., k. 43-44.

57Ibidem.

58 Przedstawiciel pełnomocny – pełnomocznyj priedstawitiel (połpred). Takie rangi przyjmowali radzieccy dyplomaci akredytowani w poszczególnych krajach, chociaż powyższego stanowiska nie przewidywał obowiązujący protokół dyplomatyczny.

59 IPMS, Am. w Londynie, sygn. A12 P11/3, Raport Z. Mostowskiego do MSZ z 11 VI 1927 r., k. 246,249. Taka a nie inna postawa konsula w kwestii jego uczestnictwa w „politycznym” życiu towarzyskim Tbilisi, sprawiała – a przynajmniej on tak sądził – iż lokalne władze nie darzyły go sympatią. CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.2976, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 II 1930 r., k. 14-15. Więcej, podobno uciekano się do drobnych złośliwości, jak np. to, że pełnomocnik KLSZ rzekomo stale nie odpowiadał na oficjalne noty składane przez konsula, czasem w sprawach „życiowych”, jak zaopatrzenie w żywność lub wydanie wizy pobytowej. Ibidem, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie z 11 IV 1930 r., k. 41.

60 Mądzik, M. Kruszyński, Polskie misje dyplomatyczne na Kaukazie..., s. 209.

61 Zob.: AAN, Attache w Moskwie, sygn. 27, Pismo z konsulatu polskiego w Tbilisi, z 21 IX 1929 r., k. 496-498.

62 W jednej z prac, starałem się przynajmniej wymienić rzeczywiste nazwiska, bądź nazwiska przykrywkowe, osób wysyłanych przez polski wywiad do konsulatu w Tbilisi, w całym okresie jego funkcjonowania. Z pewnością ustalenia te nie są jednak ostateczne. Przeciwnie, stanowią raczej postulat badawczy. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 263-264.

63 Niestety badania te są wciąż utrudnione, gdyż np. nieczynnym pozostaje Centralne Archiwum Wojskowe w Warszawie, gdzie zdeponowana jest spora część materiałów polskiego wywiadu z okresu międzywojennego.

64 Chodzi rzecz jasna o Oddział II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, od 1928 – Sztabu Głównego WP.

65 CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1981, Pismo Bohdana Zaremby („A 14”) do szefa Oddziału II z 15 III 1930 r., b.p.

66 Tego typu sytuacja pojawiła się w kontekście, nie wyjaśnionej w pełni do końca, sprawy usunięcia z Federacji Zakaukaskiej, wicekonsula tureckiego Hussein – Bey`a. Ten, w rzeczywistości ofi cer, a nie dyplomata, wszedł w kontakt z jakimiś osobami proponującymi mu przekazywanie rożnego rodzaju danych wojskowych. Okazało się rzecz jasna, iż wszystko było inspirowane przez lokalne władze bezpieczeństwa i okazało się prowokacją. M. Kruszyński, Ambasada RP w Moskwie…, s. 251. Co zaś dla mnie istotne, kontakt z Hussein – Bey`em (nie wiem jaki dokładnie) utrzymywał też polski „dwójkarz”, kryjący się pewnie pod przykrywkowym nazwiskiem Bohdana Zaremby i kierujący placówką wywiadowczą „A 14”. Mostowski obawiał się, że rządzący mogli wiedzieć o związkach tych dwu osób, i że wykorzystają to do skompromitowania polskiego konsulatu. Tym niemniej, konsul zdecydowanie odradzał, aby wywiadowcę odwołać do Warszawy, czym niejako przyznano by się do „winy”. Stąd, ze swej strony, Mostowski zalecił Zarembie, aby przez pewien czas nie opuszczał gmachu placówki i zajął się wyłącznie analizą publikacji prasowych. CAW, Oddział II SG, sygn. I.303.4.1981, Raport Z. Mostowskiego do S. Patka, posła RP w Moskwie, z 2 XII 1929 r., b.p.

67 Dokładnie został on odwołany z dniem 1 IX 1931 r. AAN, MSZ, sygn. 194h, „Dziennik Urzędowy” 15 VII 1931, nr 13, k. 209.

Tadeusz Hołówko (1889 – 1931) – polityk zapomniany

Iwo Werschler

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 93-99]

1 września 1931 r., o godzinie 15.00, wyruszył z Dworca Głównego w Warszawie kondukt pogrzebowy. Szedł ulicami Marszałkowską, Królewską, placem Saskim, Wierzbową i Bielańską, zmierzając na cmentarz ewangelicko-reformowany. Wśród licznych uczestników konduktu uwagę zwracały delegacje ukraińskie niosące wieńce z niebiesko-żółtymi szarfami, przedstawiciele duchowieństwa obrządku wschodniego, rabini, chacham karaimski i mufti mahometański. Nad grobem mowy pożegnalne wygłosili: prezes Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem płk W. Sławek, przedstawiciel rządu – płk J. Beck, superintendent kościoła ewangelicko-reformowanego S. Skierski oraz poseł P. Pewny. Tak uroczyście żegnano zamordowanego 29 sierpnia w Truskawcu1 przez terrorystów ukraińskich wiceprezesa klubu poselskiego BBWR, Tadeusza Hołówkę. Przypomnijmy postać zmarłego polityka.

Tadeusz Hołówko urodził się 15 września 1889 r. w Semipałatyńsku, w ówczesnym Turkiestanie. Dzieciństwo przeżył w Dżarkencie nad granicą chińską, gdzie ojciec Wacław, zesłaniec, był naczelnikiem komory celnej. Tam już zetknął się z problemem narodów uciskanych. Wtedy zapewne zrodziły się w jego sercu uczucia solidarności z ludźmi, którzy podobnie jak Polacy byli pozbawieni własnych państw, gnębieni przez reżim carski.

Po ukończeniu gimnazjum w Wiernym (dziś: Ałma-Ata), studiował w l. 1909-1914 prawo i filologię polską w Petersburgu i Krakowie. Na okres ten przypadają początki jego działalności politycznej. Rozwijał ją w Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej, w Promieniu i w Polskiej Partii Socjalistycznej – Frakcji Rewolucyjnej. Debiutował też jako publicysta pisząc artykuły do petersburskiego „Głosu Młodych”. Latem 1910 r. uczestniczył w kursie wojskowym w Krakowie, gdzie poznał Józefa Piłsudskiego. Wtedy też wstąpił do tajnego Związku Walki Czynnej. Za udział w proteście studenckim w Petersburgu w 1911 r. został aresztowany, przesłany „etapem” do Wiernego, tam sądzony i uniewinniony. Pozbawiony jednak prawa studiowania w Rosji, w roku akademickim 1912/13 studia kontynuował w Krakowie.

Wiadomość o wybuchu I wojny światowej zaskoczyła Hołówkę w Warszawie. Natychmiast włączył się do pracy na rzecz ruchu niepodległościowego. Wraz z T. Żulińskim i A. Kocem wziął udział w tworzeniu konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Równocześnie propagował politykę aktywistyczną publikując artykuły w kilku czasopismach. Po zajęciu Warszawy przez Niemców, w sierpniu 1915 r., za śmiałe teksty zamieszczane na łamach „Widnokręgu”, został aresztowany. Dziewięć miesięcy przeżył w niemieckich obozach. Zwolniony w 1916 r. kontynuował działalność w POW i w PPS. W 1918 r., po zwycięstwie rewolucji w Rosji, kryzysie przysięgowym i internowaniu Piłsudskiego, kierownictwo piłsudczykowskiej tajnej Organizacji „A” wysłało Hołówkę do Rosji. Jego misją było wyjaśnianie lokalnym działaczom POW i PPS konieczności zmian w dotychczasowej polityce stawiania na państwa centralne, jednoczenia pod egidą piłsudczyków różnych polskich kierunków ideowo-politycznych oraz powstałych z żołnierzy–Polaków, opuszczających rozpadającą się armię rosyjską, polskich formacji wojskowych. Konwent Organizacji „A” uznał, że formacje te powinny zostać jak najszybciej skierowane do walki z Niemcami, aby pokazać przywódcom Ententy, że piłsudczycy są jej sojusznikami. Powróciwszy do kraju, Hołówko wszedł w skład tworzonego przez I. Daszyńskiego „rządu ludowego” w Lublinie. Na wiadomość o powrocie Piłsudskiego z Magdeburga pośpieszył do Warszawy, gdzie rozwinął szeroką działalność publicystyczną pisząc głównie artykuły do „Rządu i Wojska” – nieoficjalnego organu obozu belwederskiego i do pepeesowskiego „Robotnika”. W czasie wojny z bolszewikami, w obliczu zagrożenia stolicy, wstąpił do ochotniczego 201 Pułku Obrony Warszawy. Ciężko ranny, odznaczony został krzyżem Virtuti Militari V kl. Odzyskawszy zdrowie kontynuował działalność polityczną w PPS. Bez powodzenia kandydował w wyborach do Sejmu I kadencji. Został natomiast wybrany radnym m. st. Warszawy. Nadal pisał wiele artykułów do prasy socjalistycznej. Dawał w nich wyraz swojej wielkiej wrażliwości na krzywdę i niesprawiedliwość społeczną, głosząc często bardzo radykalne hasła.

Już od początków swego zaangażowania w działalność społeczno-polityczną, Hołówko wyrażał troskę o przyszłość Polski i rozważał problemy wynikające z jej położenia geopolitycznego. Od najmłodszych lat wychowywany w atmosferze miłości do ojczyzny, z zapałem chłonął wiedzę z zakresu jej historii. Jego marzeniem było zbudowanie potężnego państwa polskiego na wzór Rzeczypospolitej opartej na fundamencie Unii Lubelskiej 1569 r. Państwa nie tylko wielkiego obszarem, ale nade wszystko wielkością swej idei tolerancji w stosunku do obywateli. Rozumiał bowiem, że na ziemiach wschodnich przedrozbiorowej Polski dokonały się zasadnicze zmiany w świadomości ich mieszkańców, a wolności i niepodległości pragną nie tylko Polacy, ale też Litwini, Ukraińcy czy Białorusini. Ich wspólnym wrogiem jest i będzie Rosja. Później wyrażał przekonanie, że odbudowana w l. 1918-1922 „niepodległa Polska jest logicznym skutkiem klęski i upokorzenia” Niemiec i Rosji, które „będą żyły myślą o rewanżu” i ostrzegał proroczo: „Polska wtłoczona między odrodzone potężne Niemcy i odbudowaną Wielką Rosję znowu straci swój byt niepodległy, albo stanie się wasalem jednego z tych państw.”

Ratunek dla Polski widział Hołówko we współdziałaniu z nią narodów, które podobnie jak ona odzyskały niedawno wolność lub o tę wolność walczą. „Niepodległość Polski nie da się pomyśleć bez niepodległości Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Ukrainy, Białorusi” – pisał. Główne niebezpieczeństwo dla niepodległości Polski i wymienionych krajów widział w imperializmie rosyjskim. Tłumaczył zatem dlaczego Rosja zawsze będzie stawała na przeszkodzie odbudowie niepodległej Polski. Jeszcze przed wybuchem rewolucji 1917 r., w artykule opublikowanym w związku z ogłoszeniem przez Niemcy i Austro-Węgry tzw. „aktu 5 listopada” dał wyraz przekonaniu, że główne niebezpieczeństwo jakie stanowić będzie dla Rosji niepodległa Polska leży w tym, iż rozerwie ona „łańcuch, którym przykuto liczne narody do tronu carów moskiewskich. Łańcuch ten mógł istnieć póki były w nim wszystkie ogniwa. Cała potęga ucisku rosyjskiego opierała się na przekonaniu …, iż ten łańcuch nigdy nie da się rozerwać”. Wiara w słuszność tego stwierdzenia była impulsem do późniejszej działalności prometejskiej Hołówki. Dlatego trudno zgodzić się ze zdaniem, iż prometeizm „był międzynarodówką antykomunistyczną i gdy Moskwa próbowała posłużyć się partiami komunistycznymi w krajach europejskich do obrony własnych interesów, prometejczycy usiłowali … podważyć fundamenty komunizmu2 .

Jeszcze w czasie pobytu w Rosji Hołówko skonstatował głęboką niechęć „ludu rosyjskiego do narodu polskiego”. Potrafił jednak zdobyć się na obiektywizm w stosunku do narodu rosyjskiego, który wielu Polaków traktowało z wyższością. Zarzucał zatem swym rodakom, że nie znają dorobku kulturalnego Rosjan, który wysoko cenił, i przestrzegając przed lekceważeniem przeobrażeń zachodzących w społeczeństwie rosyjskim zachęcał do zacieśniania wzajemnych kontaktów. Nawoływał też do zaznajamiania Rosjan z osiągnięciami kultury polskiej. Natomiast osobiste kontakty z przedstawicielami tak Rosji „białej”, jak i kierowników państwa sowieckiego przekonały go o niechętnym, jeśli nie wrogim, stosunku polityków rosyjskich do polskich aspiracji niepodległościowych. Potwierdziły to wydarzenia lat 1919 – 1920.

Na tym gruncie rozwinęło się więc najpierw zaangażowanie Hołówki w propagowanie i realizację programu federalistycznego. Po podpisaniu pokoju ryskiego i załamaniu się tym samym planów federalistycznych, włączył się do działalności, która dała początek prometeizmowi. Zaczątki tego obserwujemy już w 1921 r., gdy publikował artykuły w czasopiśmie Przymierze i należał do Związku Zbliżenia Narodów Odrodzonych. Opowiadał się również za koncepcją „Międzymorza”, czyli utworzenia bloku krajów Europy Środkowej od Finlandii po Jugosławię, w którym rolę lidera pełnić miała Polska.

Równocześnie był aktywnym działaczem i publicystą socjalistycznym. W grudniu 1922 r., podczas tragicznych wydarzeń w Warszawie i zamordowania pierwszego prezydenta RP G. Narutowicza, uczestniczył w przygotowaniach mających umożliwić zdobycie władzy Piłsudskiemu. Narutowiczowi poświęcił też książeczkę, jedną z nielicznych opublikowanych biografii tego wybitnego polityka i wielkiego patrioty.

W latach następnych, na łamach „Robotnika” oraz czasopisma „Droga”, wypowiadał się w wielu ważnych sprawach nurtujących wówczas polską opinię publiczną. Zajmował też wysokie stanowiska we władzach PPS, będąc jakiś czas członkiem Rady Naczelnej i Centralnego Komitetu Wykonawczego partii. Żywo interesował się problematyką narodowościową, szukając najlepszych rozwiązań trudnych kwestii, szczególnie na polu stosunków ze słowiańskimi mniejszościami narodowymi. Na ten temat napisał osobną broszurę wydaną w 1922 r. Przestrzegał, że kresy wschodnie „mogą stać się miną podziemną, przy pomocy której Rosja będzie usiłowała rozsadzić państwo polskie”.

Zgodnie ze swymi zainteresowaniami budowania współpracy z narodami wyzwolonymi spod jarzma moskiewskiego, odbył podróże na Łotwę, do Estonii i Finlandii. Z tego okresu mamy dowody, że zwracał uwagę także na kraje, którym jeszcze nie udało się wyzwolić, jak Gruzja czy Ukraina. Głosił, że Polacy wiedzący dobrze co to polityczna niewola, powinni „głośno i śmiało stawać w ich obronie, rozwijać propagandę na rzecz ich niepodległości”.

W 1925 r. Hołówko wyjechał do Paryża. Pobyt we Francji związany był z poszerzeniem kontaktów z przedstawicielami emigrantów ukraińskich, gruzińskich, ormiańskich, tatarskich i innych. Misją Hołówki, zleconą przez ówczesne MSZ, było pozyskanie ich dla współdziałania na rzecz wyzwolenia narodów pozostających w jarzmie sowieckim. Działalność ta zaowocowała, jak wiadomo, utworzeniem na początku 1926 r. w Paryżu organizacji Le Promethée, której organem prasowym było pismo pod tym samym tytułem. Podczas pobytu w Paryżu Hołówko umacniał oraz nawiązywał kontakty z czołowymi przedstawicielami wspomnianych narodów. Byli wśród nich: Ukrainiec Symon Petlura, Gruzini – Wassin-girej, Wasznadze, Mdiwani, Azerbejdżanie – Sułtan-zade i Rasuł-zade oraz reprezentant emigracji północnego Kaukazu – Said-bej.

Wydarzeniem, które wywarło poważny wpływ na pozycję Hołówki w polskim życiu politycznym, był przewrót majowy Piłsudskiego. Hołówko uznał to wydarzenie za walkę, „która jak burza wiosenna oczyściła zgniłą atmosferę w Polsce”. Na tle oceny przewrotu i zmian jakie zapoczątkował, doszło do nieuniknionego konfliktu w PPS, w której znajdowała się spora grupa piłsudczyków, a wśród nich – Hołówko. Z partii wystąpił w październiku 1927 r. Nie była to dlań decyzja łatwa. Jeszcze wkrótce po przewrocie pisał: „Jestem głęboko przywiązany do swej partii pod której starymi, zasłużonymi i bojowymi sztandarami, jest wielkim zaszczytem nieść ciężką służbę publiczną, ale jednocześnie mam bezgraniczne zaufanie, ślepą żołnierską wierność i głęboką synowską miłość do Tego, który jeszcze w 1910 r. w Krakowie, w szkole instruktorsko-strzeleckiej PPS pasował mnie na żołnierza i obywatela Niepodległej, Demokratycznej Polski”. W Piłsudskim widział „wcielenie dumy narodowej, umiłowania wolności i wielkości ojczyzny”. Chociaż Hołówko należał do najbliższych współpracowników Marszałka, to jednak nie był bezkrytycznym wykonawcą jego poleceń. W jego obecności „zawsze z otwartością i odwagą cywilną wypowiadał swoje zdanie3.”

1 marca 1927 r. Hołówko objął stanowisko naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ. Zajmował je do lipca 1930 r. Powierzenie mu tej funkcji oraz złożenie w jego ręce z dużym zaufaniem spraw związanych z polityką prometejską wynikało z tego, iż Piłsudski, znający się na ludziach, wcześnie doszedł do przekonania, że Hołówko, impulsywny i uczuciowy, któremu obce były cynizm i wyrachowanie, działa z czystych pobudek ideowych. Ponadto posiada wyjątkowe zdolności negocjacyjne z ludźmi Wschodu. Potwierdza to opinia jednego z dyplomatów polskich, który domagał się w 1928 r. od MSZ przysłania Hołówki do Paryża, w celu doprowadzenia do zgody skłóconych emigrantów, gdyż jego „zjawienie się wśród tych wschodnich ludzi od razu stawia rzeczy na swoim miejscu”. Hołówko bowiem, serdeczny i wylewny, typowy „dusza – człowiek”, łatwo budził zaufanie rozmówców. Poza tym posiadał znaczne doświadczenia konspiracyjne zdobyte w czasie przynależności do tajnych organizacji na studiach i w POW. Ciesząc się zaufaniem Marszałka, nigdy nie wykorzystywał go dla celów prywatnych. Z tych też względów stał się bodaj najwybitniejszym prometeistą w gronie jego podwładnych. Piłsudski powierzał mu zawsze trudne i delikatne zadania w zakresie tajnej dyplomacji.

Idei prometejskiej służył Hołówko w przekonaniu, iż „nie ma dla Polski większej i lepszej gwarancji zachowania niepodległości jak zwycięski pochód dziś ujarzmionych narodów ku wolności” i że jej położenie geograficzne wyklucza marzenie o państwie neutralnym. Główne wysiłki skupiał na budowaniu „polityki solidarności” z narodami wyzwolonymi spod panowania Rosji oraz na popieraniu ruchów separatystycznych na terenie ówczesnego ZSSR, utrzymując wielorakie stosunki z przedstawicielami narodów usiłujących wybić się na niepodległość. Jednym z nich był Petlura, z którym prowadził rozmowy w Paryżu, a po jego zamordowaniu uczestniczył we Mszy za jego duszę, co stało się powodem protestu dyplomatycznego posła sowieckiego Bogomołowa. Jednocześnie brał udział w oficjalnych rokowaniach dotyczących np. podpisania ze wschodnim sąsiadem układu wprowadzającego w życie pakt Brianda-Kelloga, czy też umowy handlowej. Warto wspomnieć, że z inicjatywy Hołówki, w 1930 r., powstał w Warszawie Ukraiński Instytut Naukowy.

Praca Hołówki związana z polityką zagraniczną zakończyła się w lecie tegoż roku. Już wcześniej uczestniczył w tworzeniu Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Gdy walka Piłsudskiego z opozycją zaostrzyła się, kierownictwo obozu pomajowego skierowało Hołówkę do nowych zadań. Wybrany posłem do Sejmu III kadencji z listy BBWR, został drugim wiceprezesem klubu parlamentarnego oraz kierownikiem grupy sejmowej BB.

W tym czasie gwałtownemu zaostrzeniu uległy stosunki z Ukraińcami. Po utworzeniu w 1929 r. w Wiedniu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, opierającej się na ekstremalnej ideologii, i włączeniu do niej Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, latem 1930 r. doszło do zakrojonej na dużą skalę akcji sabotażowej w Małopolsce Wschodniej. Nieprzypadkowo zbiegła się ona w czasie z licznymi wystąpieniami antypolskimi w Niemczech. Odpowiedzią rządu polskiego na podpalanie polskich gospodarstw, niszczenie elementów komunikacji telegraficzno-telefonicznej i kolejowej oraz na zabójstwa była brutalna pacyfikacja przeprowadzona przez policję i wojsko. Pacyfikacja niewątpliwie zaszkodziła Polsce. Pogłębiła niechęć dużej części społeczeństwa ukraińskiego do państwa, zaszargała reputację Polski na arenie międzynarodowej, a podziemie ukraińskie rozszerzyło swoją działalność zyskując wielu nowych członków wśród młodzieży. Jak zareagował na nią Hołówko ? W przemówieniu sejmowym w lutym 1931 r. poświęcił jej krótki passus. Powiedział wtedy: „Ten kto robił pacyfikację doskonale rozumiał wszystkie ujemne chwilowe skutki jakie stąd wynikną, ale dobrze zasłużył się także społeczeństwu ukraińskiemu przez doraźne, krótkie represje i ochronił kraj od ognia wojny domowej”. Są podstawy aby sądzić, iż w istocie nie aprobował metod stosowanych podczas akcji pacyfikacyjnej, ale skrępowany swoim stanowiskiem, krytyką swoją dzielił się jedynie z przyjaciółmi.

Od zarania niepodległości Hołówko wiele uwagi poświęcał stosunkom z Ukraińcami. Jeszcze w 1919 r. wypowiadał się przeciw wojnom tak z Ukraińską Republiką Ludową, jak i z Zachodnio-Ukraińską Republiką Ludową. Utrzymywał, że Polska nie powinna zagarniać Podola czy Wołynia, i lepiej dla niej aby powstała niepodległa Ukraina, aniżeli miałaby ona należeć do Rosji. Uznawał nawet, że dla dobra stosunków z przyszłą Ukrainą warto oddać jej część Galicji Wschodniej, z wyłączeniem Lwowa – „jednego z najbardziej polskich miast”. Na początku lat 20-ych kwestię ukraińską uważał już za „największą bolączkę Rzeczypospolitej”. Jako działacz socjalistyczny opowiadał się za autonomią terytorialną dla Galicji Wschodniej i dla Wołynia. Wołyń jednak, prawosławny, bliższy Ukrainie naddnieprzańskiej, pragnął widzieć „Piemontem” ruchu na rzecz utworzenia niezależnego państwa ukraińskiego. Jako czołowy prometeista widział w przyszłości niepodległe państwo ukraińskie i w tym duchu prowadził rozmowy z Petlurą, a po jego śmierci z Andrijem Liwyćkym. Nie oznaczało to teraz rezygnacji z Małopolski Wschodniej, w której, jak pisał, Ukraińcy nie stanowili większości mieszkańców. Hołówko wierzył, że ważnym elementem gwarancji dobrosąsiedzkich stosunków Polski i Ukrainy będzie stałe zagrożenie tej ostatniej ze strony Rosji (czy ZSSR). Z Ukraińcami z południowo-wschodnich województw chciał szukać porozumienia i asymilować ich państwowo. Przez długi czas opowiadał się za założeniem uniwersytetu ukraińskiego we Lwowie, a przynajmniej za utrakwizacją Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Był szczerym przyjacielem Ukraińców. Jako polityk BBWR, na początku 1931 r., wziął udział w poufnej próbie porozumienia z przedstawicielami Ukraińskiej Reprezentacji Parlamentarnej. Próba ta, mająca na celu normalizację wzajemnych stosunków, zakończyła się fiaskiem. Hołówko wyczerpany pracą, z początkami choroby serca, udał się na kurację do znanego uzdrowiska w Truskawcu. Tam, w pensjonacie ukraińskich sióstr służebniczek, 29 sierpnia 1931 r., dosięgły go kule zamachowców4.

Tadeusz Hołówko przeżył niespełna 42 lata. Połowę tego okresu wypełniło życie dojrzałego, dynamicznego człowieka. W ciągu około dwudziestu lat dokonał niemało. Działał na wielu polach, ale szczególnie owocną była jego praca publicystyczna. Był ambitny. Pragnął odegrać wybitną rolę, zostawić po sobie dobrą pamięć. Jego idée fixe – jak sam wyznał – stała się Polska. Jej służył wiernie do końca.

Dr Iwo Werschler – historyk, autor książki Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko – życie i działalność.

1/ O Truskawcu w latach międzywojennych, zob.: Stanisław.S. Nicieja, Kresowe Trójmiasto, Opole 2009.

2 Zob.: Timothy Snyder, Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę , Kraków 2008, s. 70.

3 E. Raczyński, „W hołdzie przyjacielowi”, w: Wiadomości, Londyn nr 33/34 z 16/23.08.1964.

4 Bohdan Budurowycz zabójstwo to nazwał szczególnie bezsensowną zbrodnią, gdyż Hołówko był życzliwie nastawiony wobec Ukraińców. Zob.: B. Budurowycz, Polska i problem ukraiński w latach 1921 – 1939, Zeszyty Historyczne Paryż nr 66 z 1983 r. Stanisław Thugutt zaś wyraził przekonanie, że chodziło o takie pogłębienie przepaści (między Ukraińcami a Polakami), żeby już żadna dobra wola nie mogła przez nią sięgnąć ręką. S. Thugutt, Tragedia Hołówki, Robotnik nr 309 z 2.09.1931.