Szanghajska Organizacja Współpracy i polityka Chin w Azji Środkowej

Konrad Zasztowt

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 3, grudzień 2012, ss. 43-49]

Koniec minionej dekady i początek obecnej to okres znacznego wzrostu wpływów Chin w Azji Środkowej. Proces ten wiąże się ze zmniejszeniem znaczenia innych graczy w regionie: Rosji, Stanów Zjednoczonych i państw europejskich. Dla rządu chińskiego Azja Środkowa pozostaje ważna w aspekcie gospodarczym, politycznym, a także ze względów bezpieczeństwa. Wspólnie z Rosją i czterema spośród pięciu republik Azji Środkowej Chiny współtworzą Szanghajską Organizację Współpracy (SOW). Choć współpraca z Kazachstanem, Kirgistanem, Tadżykistanem i Uzbekistanem ma przede wszystkim wymiar bilateralny i koncentruje się na sferze gospodarki, SOW pozostaje użytecznym instrumentem chińskiej polityki. Jej celem jest zaś dalszy wzrost politycznych i gospodarczych wpływów Chin w regionie oraz stabilizacja bliskiego sąsiedztwa zachodnio-chińskiej prowincji Xinjiang.

Znaczenie gospodarcze Azji Środkowej dla Chin wzrasta. Już obecnie region ten jest ważnym źródłem surowców energetycznych, jeśli nie w skali całego kraju, to przynajmniej dla Xinjiangu. Jest też rozwijającym się rynkiem zbytu dla chińskich towarów oraz szlakiem ich eksportu do bardziej oddalonych regionów Eurazji, w tym do Europy.

Państwa Azji Środkowej od momentu rozpadu ZSRR i uzyskania niepodległości prowadziły politykę wielowektorową. Dążyły do uniezależnienia się od wpływów Rosji, spadkobierczyni radzieckiego imperium, poprzez rozwój współpracy z innymi mocarstwami, w tym zwłaszcza USA i Chinami. Choć Federacja Rosyjska wciąż pozostaje ważnym graczem w regionie, już wkrótce Chiny, oferujące republikom środkowoazjatyckim więcej niż Rosja w aspekcie gospodarczym oraz wymagające mniej w sferze politycznej, mogą stać się dominującym mocarstwem w Azji Środkowej.

Chińsko-środkowoazjatycka współpraca w ramach SOW: regulacja granic i walka z „trzema zagrożeniami”
Początkiem współpracy tzw. Szanghajskiej Piątki – Chin, Rosji, Kazachstanu, Kirgistanu i Tadżykistanu – było dążenie do demarkacji granicy między Pekinem a pozostałymi państwami postradzieckimi, która od czasów radzieckich pozostawała na wielu odcinkach sporna, oraz redukcji uzbrojenia w regionach przygranicznych. Kirgistan i Tadżykistan oddały część swoich terytoriów chińskiemu sąsiadowi. Z kolei Chiny zaakceptowały znacznie mniejsze korekty przebiegu granicy od tych, które postulowały wcześniej1. W przypadku Kazachstanu granica została uregulowana umową z 1997 roku, ratyfikowaną dwa lata później. Kirgistan podpisał podobną umowę z Chinami w 1998 roku, do ostatecznej demarkacji granicy doszło jednak w 20092. Ze względu na wojnę domową w Tadżykistanie umowa regulująca przebieg granicy chińsko – tadżyckiej została podpisana dopiero w 2002. Proces uregulowania tej kwestii zakończył tadżycki parlament ratyfikując umowę z Chinami w 2011 roku.3

Oficjalnie organizacja pod nazwą SOW powstała na szczycie w Szanghaju w 2001 roku, podczas którego do Szanghajskiej Piątki dołączył Uzbekistan. Wówczas to państwa członkowskie zdefiniowały cele organizacji jako wspólne zwalczanie trzech zagrożeń: terroryzmu, separatyzmu i ekstremizmu religijnego. Podczas szczytu w Sankt Petersburgu w 2002 roku stworzono Regionalną Strukturę Antyterrorystyczną (RATS) jako instytucję koordynującą antyterrorystyczne działania członków SOW. Zdefiniowanie organizacji terrorystycznych pozostaje do dziś problemem ze względu na różnice w poglądach rządów i ekspertów z różnych państw członkowskich4. Dla Chin priorytetowe pozostaje wsparcie państw środkowoazjatyckich w zwalczaniu separatystów ujgurskich5. W celu stabilizacji zamieszkałego przez Ujgurów Xinjiangu rząd w Pekinie dąży do rozwoju tej prowincji, wzmocnienia jej powiązań gospodarczych z Azją Środkową i resztą Chin, a także utrzymania stabilności i bezpieczeństwa w sąsiednich poradzieckich republikach i Afganistanie6.

Mimo braku spójnej wizji zagrożeń wśród członków SOW, kwestia walki z terroryzmem, separatyzmem i ekstremizmem pozostaje ideologicznym spoiwem organizacji. Potwierdził to tegoroczny szczyt SOW w Pekinie w dniach 6-7 czerwca, podczas którego jako jedne z głównych wyzwań uznano ryzyka związane z wycofaniem wojsk NATO z Afganistanu w 2014 r., a więc przewidywany wzrost aktywności ekstremistów islamskich i nasilenie przemytu narkotyków (źródła finansowania działalności organizacji ekstremistycznych). Odpowiedzią na te zagrożenia są plany SOW większego zaangażowania w proces rekonstrukcji Afganistanu, a także przyznanie temu państwu statusu obserwatora w organizacji7.

Innym wspólnym wyzwaniem dla państw SOW są potencjalne protesty ich własnych społeczeństw przeciwko elitom rządzącym, mające precedens w postaci antyrządowej rewolty w uzbeckim Andiżanie w 2005 r., czy rewolucji w Kirgistanie w 2010 r., która doprowadziła do obalenia prezydenta Kurmanbeka Bakijewa. Przyjęty na szczycie w Pekinie zapis o kolektywnym reagowaniu na wydarzenia zagrażające regionalnemu pokojowi, bezpieczeństwu i stabilności formalnie daje państwom członkowskim prawo do interwencji w sprawy wewnętrzne innych członków SOW8. To postanowienie pozostaje w sprzeczności z zasadą nieinterwencji w sprawy wewnętrzne suwerennych państw głoszoną przez Chiny i Rosję na forum ONZ, ostatnio w związku z debatami na temat możliwej międzynarodowej interwencji w Syrii. Pokazuje jednak, że zarówno Rosja, jak i Chiny nie wykluczają możliwości (sankcjonowanych przez SOW) militarnych operacji na terytorium innych państw członkowskich. Bez wątpienia na taką ewolucję doktryny organizacji wpłynęły też antyrządowe rewolty w państwach Bliskiego Wschodu.

Geopolityczne cele Chin, Rosji i środkowoazjatyckich członków SOW
Na czerwcowym szczycie w Pekinie podkreślono konieczność zwiększenia roli SOW w kształtowaniu bezpieczeństwa w Azji. Widoczne są jednak różnice między rosyjską a chińską koncepcją rozwoju organizacji. Rosja jest zwolennikiem dalszego rozszerzenia SOW o nowych członków, w tym potencjalnie Pakistan i Indie. Chiny nie są przeciwne rozszerzeniu, jednak pozostają mniej entuzjastycznie nastawione wobec tej koncepcji. Włączenie Pakistanu i Indii może bowiem skutkować zmniejszeniem spójności politycznej SOW9.

Od chwili powstania – z punktu widzenia Chin i Rosji – służyła ona ograniczaniu wpływów USA w Azji Środkowej. Oba państwa wyrażały zaniepokojenie obecnością militarną NATO i Stanów Zjednoczonych w regionie po rozpoczęciu interwencji w Afganistanie w 2001 r. Obecnie jednak szereg czynników wpływa na zmniejszenie znaczenia USA oraz państw NATO i Unii Europejskiej w Azji Środkowej (m.in. małe zainteresowanie administracji amerykańskiej obszarem postradzieckim w okresie prezydentury Baracka Obamy, zbliżający się termin wycofania wojsk NATO z Afganistanu, a także kryzys gospodarczy UE). Rola SOW ewoluuje więc od antyzachodniego bloku wojskowo-politycznego w stronę platformy współpracy chińsko-środkowoazjatyckiej, będącej gwarancją bezpieczeństwa interesów Chin w regionie.

Choć Rosja była jednym z inicjatorów powstania SOW, w ostatnich latach organizacja ta pozostaje konkurencją dla rosyjskich projektów integracji republik postradzieckich. Federacja Rosyjska nadal odgrywa ważną rolę w regionie, zwłaszcza w przypadku Kazachstanu, z którym uczestniczy we Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej, a także najbiedniejszych i najmniej stabilnych państw – Kirgistanu i Tadżykistanu. Jednak rola kontrolowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ), której środkowoazjatyckimi członkami są Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan, słabnie. Wykazała ona m.in. całkowitą bierność wobec kryzysu politycznego w Kirgistanie w 2010 r., który spowodował paraliż aparatu państwowego i pogromy mniejszości uzbeckiej na południu tego kraju. Przejawem słabości tej organizacji było także zawieszenie członkostwa w niej przez Uzbekistan 28 czerwca br. Decyzję tę należy interpretować nie tylko jako wyraz braku zaufania władz uzbeckich do będącej rosyjskim projektem politycznym OUBZ, ale też jako krok w stronę utrzymania równowagi między relacjami z Rosją, USA i coraz ważniejszym partnerem chińskim. Uzbekistan łączy z Chinami sprzeciw wobec wzrostu obecności politycznej i militarnej w Azji Środkowej zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i Rosji10. Podczas czerwcowego szczytu SOW w Pekinie uzbecki prezydent Islam Karimow podpisał umowę o strategicznym partnerstwie z Chińską Republiką Ludową11.

Więzi gospodarcze Chin i Azji Środkowej
Choć przez długi czas najważniejszym partnerem gospodarczym państw regionu środkowoazjatyckiego były państwa Unii Europejskiej już w 2010 roku stały się nim Chiny12. Wzrost gospodarczego znaczenia Chin jest widoczny w każdym z czterech środkowoazjatyckich państw członków SOW, a także w Turkmenistanie. Obecność chińska w krajach Azji Środkowej pozostaje ograniczona do kilku sektorów i związana przede wszystkim z importem środkowoazjatyckiej ropy i gazu, a także innych surowców (uranu, bawełny, rudy żelaza, miedzi, metali nieżelaznych). Już obecnie jednak chińskie przedsiębiorstwa rozszerzają swoją działalność i inwestycje w sektorach transportu, telekomunikacji i energii elektrycznej. Chiny dostrzegają potencjał rynku środkowoazjatyckiego, którego zapotrzebowanie na chińskie towary elektryczne oraz samochody systematycznie rośnie13. Państwa Azji Środkowej są też drogą transportu chińskich towarów do położonych dalej na zachodzie regionów Eurazji: Iranu, Turcji, Rosji, Europy Wschodniej i Unii Europejskiej. Trasa ta zyskuje na znaczeniu wraz z rozrastającą się siecią połączeń kolejowych i drogowych, lotniczych i morskich (na Morzu Kaspijskim i Czarnym). Poprzez analogię do średniowiecznej drogi eksportu jedwabiu z Chin do Europy często określana jest mianem nowego „szlaku jedwabnego”.

Dla Chin Azja Środkowa pozostaje ważnym źródłem węglowodorów. Choć ropa i gaz importowane z republik środkowoazjatyckich nie równoważą surowców sprowadzanych z innych regionów, ich zaletą jest względna bliskość i bezpieczeństwo dostaw. Tego atutu nie mają inne części świata zaopatrujące Chiny w surowce energetyczne: Bliski Wschód, Afryka i Ameryka Południowa14. Wraz z zakończeniem w grudniu 2009 roku budowy gazociągu Turkmenistan–Xinjiang, to Chiny okazały się na obecnym etapie zwycięzcą „wielkiej gry”, w której o środkowoazjatycki gaz konkurują także Rosja i UE. Strona turkmeńska zobowiązała się do eksportu do Chin 40 mld m3 gazu rocznie przez okres 30 lat. Obecnie planowany jest także drugi gazociąg z Turkmenistanu przez północny Afganistan i Tadżykistan do Xinjiangu15. Z wyjątkiem Turkmenistanu państwa na trasie gazociągu są członkami SOW, co z punktu widzenia rządu w Pekinie oznacza dodatkową gwarancję bezpieczeństwa dostaw. Uzbekistan i Kazachstan dążą zresztą do rozwoju eksportu własnego gazu do Chin. Gaz uzbecki już od września tego roku jest przesyłany gazociągiem Turkmenistan – Xinjiang. W tym roku mają to być dostawy na poziomie 2-5 mld m3 surowca w br., w 2013 – 10 mld m3, a w 2016 – 25 mld m316. Kazachstan planuje eksportować do Xinjiangu 10 do 15 mld m3 gazu rocznie po rozbudowie już istniejącego gazociągu z Turkmenistanu oraz powstaniu nowej trasy Bejneu – Szymkent, która umożliwi przesył surowca z regionu kaspijskiego (złóż Karaczaganak, Tengiz i być może także Kaszagan)17. Należący do kazachskiego koncernu KazMunaiGaz oraz chińskiego China National Petroleum Corporation ropociąg Atyrau–Alashankou jest źródłem surowca m.in. dla rafinerii Dushanzi w Xinjiangu. Udział chińskiego kapitału w kilkunastu kazachskich przedsiębiorstwach paliwowych sięga od 50% do 100%.

Chińscy inwestorzy obecni są także w strategicznie ważnych sektorach gospodarki państw środkowoazjatyckich: energetyce, transporcie i telekomunikacji. Chińskie inwestycje są jednym z głównych źródeł kapitału w Kirgistanie. Przedsiębiorstwa z Chin rozbudowują połączenia drogowe między obu krajami. Znaczenie Tadżykistanu dla rządu w Pekinie może wzrosnąć w razie stabilizacji sytuacji w Afganistanie. Wówczas kraj ten może stać się ważnym łącznikiem Chin z trasami prowadzącymi do portów Pakistanu i Iranu. Chiński partner, a także SOW są dla rządu w Duszanbe ważnym źródłem kredytów. Na czerwcowym szczycie tadżycki prezydent Emomali Rahmon uzyskał od Chin kredyt w wysokości 2 mld dolarów. Uzbekistan wynegocjował w Pekinie chińskie inwestycje i kredyty na sumę 5 mld dolarów.

* * *

Polityczne współdziałanie w ramach SOW z państwami Azji Środkowej jest ważnym elementem strategii rządu w Pekinie wobec tego regionu. Jest platformą, która ułatwia rozwój współpracy dwustronnej między Chinami a republikami środkowoazjatyckimi. Pozwala też realizować główne cele chińskiej polityki. Dla rządu chińskiego priorytetowe znaczenie ma stabilizacja bliskiego sąsiedztwa Xinjiangu, z punktu widzenia Pekinu – prowincji zagrożonej problemem separatyzmu Ujgurów. Rozwiązanie tego problemu, w opinii władz chińskich, tkwi we wzmocnieniu gospodarczym tego regionu poprzez ściślejsze powiązanie go z państwami Azji Środkowej i resztą Chin. SOW jest też platformą sprzyjającą współpracy energetycznej jej członków, której rezultatem jest już istniejący gazociąg z Turkmenistanu przesyłający gaz do Xinjiangu oraz ropociąg przesyłający kazachską ropę do Chin. Wspólne członkostwo Chin i republik Azji Środkowej w SOW zwiększa też bezpieczeństwo inwestycji chińskich w tym regionie. Azja Środkowa jest rozwijającym się rynkiem zbytu dla chińskich towarów. Jest też ważną trasą ich eksportu do dalej położonych państw Eurazji.

Chińskie zaangażowanie gospodarcze i polityczne w regionie odpowiada interesom republik środkowoazjatyckich. Chińska ekspansja gospodarcza, choć czasem odbierana przez regionalnych producentów jako zagrożenie, niesie jednak korzyści. Chiny są inwestorem, który nie wycofuje się mimo globalnego kryzysu gospodarczego.

Współpraca z Pekinem pozwala państwom regionu prowadzić politykę bardziej niezależną zarówno od Rosji, jak i od Stanów Zjednoczonych oraz UE. Dla rządów środkowoazjatyckich Chiny wydają się być atrakcyjniejszym partnerem niż Federacja Rosyjska. Oferując kredyty strona chińska nie żąda tak wyraźnych koncesji w sferze politycznej jak Federacja Rosyjska. Ta ostatnia warunkuje bowiem współpracę z republikami Azji Środkowej ich rezygnacją z kontaktów z Zachodem, pogłębieniem integracji w ramach OUBZ (oznaczającym wzrost zależności od Moskwy), czy też zgodą na obecność rosyjskich baz wojskowych. Z kolei problemy republik środkowoazjatyckich w relacjach z USA i państwami europejskimi mają swoje źródło w zachodniej krytyce powszechnych w regionie praktyk łamania przez władze praw człowieka. Element ten jest nieobecny tak w doktrynie SOW, jak i w czysto pragmatycznej polityce chińskiej. Konsekwentna i skuteczna strategia Chin w Azji Środkowej może doprowadzić do utworzenia obszaru Pax Sinica, który wobec słabości rosyjskich projektów integracyjnych i ograniczonej aktywności państw zachodnich w regionie wypełni strategiczną próżnię po rozpadzie Związku Radzieckiego.

Dr Konrad Zasztowt – absolwent Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego, analityk w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, zajmuje się problematyką polityczną i energetyczną regionu Morza Czarnego i Azji Środkowej, mniejszościami etnicznymi i religijnymi, a także problematyką islamu w krajach byłego ZSRR.

1 Rząd w Pekinie żądając ustępstw terytorialnych ze strony państw poradzieckich powoływał się na konieczność rewizji granic, w jego opinii, narzuconych niesprawiedliwie Chinom przez Rosję carską. Ostatecznie Kirgistan przekazał Chinom 9 km2 terytorium na południe od jeziora Issyk-kul, otrzymał zaś znaczną część spornego obszaru w rejonie szczytu Khan Tengri. Tadżykistan przekazał Chinom jedynie 5,5% wysokogórskich terytoriów, do których roszczenia zgłaszała strona chińska. Wenwen Shen, China and its Neighbours: troubled relations, 01. 03. 2012, http://www.eu-asiacentre.eu/pub_details.php?pub_id=46

2 Kyrgyzstan and China complete border demarcation, 17. 07. 2009, https://www.dur.ac.uk/ibru/news/boundary_news/?itemno=8288&rehref=%2Fibru%2Fnews%2F&resubj=Boundary+news%20Headlines

3 Buzurgmehr Ansori, Tajikistan defi nes border with China, 29. 01. 2011, http://centralasiaonline.com/en_GB/articles/caii/features/main/2011/01/29/feature-01

4 Przykładowo Chiny w przeciwieństwie do Rosji i republik środkowoazjatyckich nie uznały za organizację terrorystyczną Al Kaidy. Richard Weitz, SCO struggles to meet renewed terrorism challenge, 04. 10. 2012.

5 Ujgurzy są wyznawcami islamu sunnickiego. Przedstawiciele tego narodu są aktywni zarówno w organizacjach o profilu narodowym jak i religijnym, w tym także w środowiskach radykałów islamskich (Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu). Choć Chiny postrzegają wsparcie ze strony republik środkowoazjatyckich w walce z ruchem ujgurskim jako niedostateczne, nie można mówić o braku współpracy w tej kwestii. I tak np. w 1997 roku Kazachstan wydał stronie chińskiej Ujgurow podejrzanych o udział w zamachach terrorystycznych, a w 2009 roku zatrzymał na granicy ujgurskich uchodźców z Xinjiangu. K. Zasztowt, Polityka Chin w regionie Azji Środkowej, „Bezpieczeństwo Narodowe”, nr 1 (13), 2010, s. 67.

6 Szczególnie ważny dla Chin jest fakt obecności diaspory ujgurskiej w sąsiednich państwach Azji Środkowej. Władze w Pekinie obawiają się aktywności bojowników ujgurskich przenikających do Chin z baz na terenie republik środkowoazjatyckich. Jerome Doyon, Strengthening the SCO, 06. 09. 2012, http://www.centreasia.eu/publication/china-analysis-n34-china-and-central-asia

7 SCO accepts Afghanistan as observer, Turkey dialogue partner, 07. 06. 2012, http://english.peopledaily.com.cn/90883/7839137.html

8 SCO Opposes Intervening in Others’ Internal Affairs: Chinese Foreign Ministry, 06. 08. 2012, http://english.cri.cn/7146/2012/06/08/2702s704815.htm

9 Członkostwo Indii w SOW zmniejszałoby dominującą rolę Chin w tej organizacji, co byłoby pozytywną zmianą z punktu widzenia Rosji, będącej zresztą w dobrych relacjach z rządem w Nowym Delhi. Chińscy eksperci dostrzegają jednak także zalety rozszerzenia: wejście, będącego sojusznikiem Chin, Pakistanu do SOW sprzyjałoby zwiększeniu skuteczności działań państw członkowskich w kwestii stabilizacji Afganistanu. Jerome Doyon, Strengthening the SCO, op. cit.

10 Zabikhulla S. Saipov, Common Concerns and Threat Perceptions Force China and Uzbekistan to Closely Coordinate their Positions, 05. 10. 2012, http://www.jamestown.org/single/?no_cache=1&tx_ttnews%5Btt_news%5D=39935&tx_ttnews%5BbackPid%5D=587

11 Kazachstan i Chiny podobną umowę zawarły w 2011 r.

12 Francois Godement, Seeking an alliance by any other name?, 06. 09. 2012, http://www.centreasia.eu/publication/china-analysis-n34-china-and-central-asia

13 Marie-Helene Shwoob, Economic cooperation Beyond the energy sector, 06. 09. 2012, http://www.centreasia.eu/publication/china-analysis-n34-china-and-central-asia

14 Jean-Pierre Cabestan, Energy cooperation between China and Central Asia, 06. 09. 2012, http://www.centreasia.eu/publication/china-analysis-n34-china-and-central-asia

15 Vladimir Socor, Beijing Proposes Turkmenistan-China Gas Pipeline Through Northern Afghanistan, 19. 06.2012, http://www.jamestown.org/single/?no_cache=1&tx_ttnews%5Btt_news%5D=39510

16 Aleksandra Jarosiewicz, Uzbekistan rozpoczął eksport gazu do Chin, http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2012-09-19/uzbekistan-rozpoczal-eksport-gazu-do-chin

17 Vladimir Socor, Kazakhstan Expands Gas Transit Pipeline Capacities and Own Exports to China, 10. 08.2012, http://www.jamestown.org/single/?no_cache=1&tx_ttnews%5Btt_news%5D=39758

Czy kobiety zdemokratyzują Azję Środkową? Przypadek Rozy Otunbajewej

Ludwika Włodek

[niniejszy tekst opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz", nr 3, grudzień 2012, ss. 63-70]

– Jestem jedynym byłym prezydentem w całej Azji Środkowej. I jestem z tego dumna. U nas w regionie nikt do tej pory nie oddał dobrowolnie władzy – mówiła Roza Otunbajewa, w grudniu 2011 roku na spotkaniu ze studentami Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy 7 kwietnia 2010 roku, masowe demonstracje obaliły prezydenta Kirgistanu Kurmanbeka Bakijewa, Roza Otunbajewa, jako przewodnicząca opozycji, została szefową tymczasowego rządu. Dwa miesiące później, na mocy referendum zmieniającego konstytucję, objęła funkcję tymczasowego prezydenta.

Zajmowała to stanowisko zaledwie półtora roku, ale dokonała rzeczy niebywałej. Nie chodzi o to, że została pierwszą kobietą – głową państwa w regionie. Jednak, być może to, że była kobietą pozwoliło jej oprzeć się temu, czemu do tej pory nieoparł się żaden mężczyzna sprawujący władzę w poradzieckiej Azji Środkowej. Nie przedłużyła swojej kadencji, nie wystartowała na kolejną, odeszła dokładnie wtedy, kiedy mówiła, że odejdzie obejmując władzę.

Kiedy tylko została głową państwa, wszystkie urzędy państwowe zwróciły się do jej kancelarii z prośbą o przesłanie oficjalnego portretu. Starym zwyczajem chciano powielić zdjęcie i rozwiesić je we wszystkich gabinetach, salach obrad i miejscach przyjęć interesantów. W Azji Środkowej przyjęło się, że prezydent spoziera na obywateli z każdego kąta, jego wizerunki zdobią nawet sale kinowe, pobocza szos i stragany na bazarze.

Ku zdziwieniu urzędników, Otunbajewa zakazała stworzenia swojego oficjalnego portretu. Na dodatek, jak opowiedział Sułtan Kanazarow, dziennikarz niezależnego portalu informacyjnego Ferghana, a potem sekretarz prasowy Otunbajewej, przez całą swoją krótką kadencję dbała by nie było jej zbyt wiele w telewizji, radiu i gazetach: – Ciągle pytała mnie: „Mam nadzieję, że nikogo nie zmuszasz do pisania o mnie”.

Otunbajewa na wszystkie zagraniczne wizyty latała samolotem rejsowym. Uczestnikom swojej delegacji polecała nocować w ambasadach albo w mieszkaniach pracowników dyplomatycznych. Nierzadko sama rezygnowała z hotelu i zatrzymywała się w gościnie u kirgiskiego ambasadora. Te gesty mogą wyglądać na tani populizm.Oszczędności z ich tytułu dla budżetu państwa nie mają większego znaczenia. Nawet tak skromnego jak budżet zaledwie pięciomilionowej, biednej Kirgizji.

Jednak rząd Otunbajewej musiał wprowadzić nowe standardy, pokazać, że zajmując się polityką można działać na rzecz wspólnego dobra, nie kraść, dotrzymywać złożonych obietnic. Kirgizja od prawie 20 lat była niepodległa, lecz Kirgizi nie mieli powodów by cieszyć się niezależnością. Gdy nowa prezydent obejmowała władzę, sytuacja w kraju była pod wieloma względami gorsza niż za czasów ZSRR, kiedy do Kirgiskiej SRR płynął nieprzerwany strumień dotacji z budżetu centralnego.

Największe miasta Kirgistanu wyglądały może lepiej niż w czasach komunizmu.  Były w nich pobudowane przez Turków nowoczesne centra handlowe i zagraniczne restauracje (w których stołowali się głównie pracownicy zagranicznych organizacji i turyści), a ulicami jeździły sprowadzane z Japonii samochody. Jednak na prowincji drogi były bardziej dziurawe, szkoły miały gorszych nauczycieli, szpitale gorszych albo wcale, lekarzy. Fabryki świeciły dziurami dawno powybijanych okien, a ziemia leżała odłogiem. Z 5 milionów obywateli, blisko milion musiało wyjechać do Rosji za chlebem, bo w ojczyźnie nie mieli z czego się utrzymać.

Owszem, Kirgizi, jeśli tylko mieli podłączenie albo mieszkali blisko dobrze działającej kafejki internetowej i akurat nie było przerwy w dostawie prądu, mogli bez przeszkód grać w internetowe gry z partnerami z całego świata. Jeśli tylko mieli satelitę, mogli oglądać, wedle gustu, albo indyjskie reality show albo telewizję muzyczną MTV. Dziewczyny zamiast sowieckich barchanów mogły, także wedle gustu, nosić albo modne i tanie chińskie podróbki najnowszych zachodnich ubrań albo, wzorowane na krajach Zatoki Perskiej bądź Turcji, muzułmańskie chusty szczelnie okrywające całą głowę.

Nie było jednak powodów do dumy z własnego, niepodległego państwa. Ono przestało zapewniać obywatelom to, co dawał im ZSRR, czyli względny spokój i poczucie bezpieczeństwa. A wszystkie wolności, nieznane za czasów sowieckich, bardziej wynikały ze słabości tego państwa niż z jego usilnych zabiegów.

Obaj poprzednicy Otunbajewej na stanowisku prezydenta Kirgistanu odeszli w niesławie, obaleni przez ludowe rewolucje. Pierwszy, Askar Akajew, gdy zostawał głową państwa jeszcze za Kirgiskiej SRR, wydawał się obiecującym demokratą. Z zawodu profesor fizyki, wcześniej przewodniczył kirgiskiej Akademii Nauk. Jako jedyny przywódca w Azji Środkowej nie miał za sobą przeszłości pierwszego sekretarza republikańskiego oddziału partii komunistycznej. Jednak przez 15 lat rządów stopniowo podkopywał nadzieje rodaków i wspólnoty międzynarodowej, że położona w wysokich górach Kirgizja, stanie się środkowoazjatycką Szwajcarią. Bardziej niż o interes państwa dbał o interesy własnej rodziny. Gdy w 2004 roku, pod koniec swojej trzeciej kadencji, na listy wyborcze do parlamentu wprowadził dwójkę własnych dzieci, ludzie nie wytrzymali. Niedługo po nieuczciwych wyborach, w których zastraszano kandydatów opozycji, pod koniec marca 2005 roku w Kirgistanie wybuchła tak zwana tulipanowa rewolucja. Akajew wraz z rodziną uciekł do Rosji. Mieszka tam do dziś i ani myśli wracać, bo w ojczyźnie ciążą na nim zarzuty korupcyjne.

Po Akajewie władzę objął Kurmanbek Bakijew, jeden z przywódców protestującej opozycji. Rządził tak jakby postanowił w trzy razy krótszym czasie dokonać tego samego co poprzednik. Po kilku miesiącach odwilży wrócił do autorytarnych metod zarządzania państwem, bez skrupułów obsadził najważniejsze urzędy swoimi „ziomkami” z południa kraju, prześladował media i opozycję.

Otunbajewa dobrze znała te mechanizmy. Ma za sobą lata działalności politycznej, zarówno w rządzie, jak i w opozycji. Pochodzi ze znanej kirgiskiej rodziny. Jej ojciec w sowieckiej Kirgizji był sędzią republikańskiego Sądu Najwyższego. Wszystkie jego dzieci odebrały staranne radzieckie wychowanie. Roza, podobnie jak kilkoro jej rodzeństwa, skończyła moskiewski Uniwersytet im. Łomonosowa. – Nasz radziecki Harvard – żartuje.

Obroniła doktorat z filozofii („Krytyka zafałszowania dialektyki marksistowskoleninowskiej przez filozofów szkoły frankfurckiej”) i wróciła do rodzinnej Kirgizji, uczyć studentów materializmu dialektycznego i logiki. Zaczęła działać w partii komunistycznej. W 1979 roku została sekretarzem komitetu dzielnicowego, a po dwóch latach sekretarzem partyjnego komitetu miasta Frunze (dzisiejszy Biszkek).

– Gdy nastała pierestrojka, potrzeba było nowych kadr. Zostałam ministrem do spraw społecznych Kirgiskiej SRR. W moich obowiązkach leżało też organizowanie wizyt zagranicznych delegacji odwiedzających naszą republikę – opowiada. Eduard Szewardnadze, ówczesny minister spraw zagranicznych ZSRR, posłał ją na sesję Narodów Zjednoczonych do Nowego Jorku. – Świetnie się nadawałam do pokazywania zagranicą – tłumaczy Otunbajewa. – Byłam żywym przykładem młodego, postępowego człowieka radzieckiego: wykształcona, znałam języki. Nie mówi tego wprost, ale towarzyszom radzieckim bardzo zależało na tym, by pokazać światu, że dzięki ich polityce nawet kobieta z położonej na krańcu świata Kirgizji, gdzie jeszcze niedawno większość ludności żyła w jurtach i trudniła się hodowlą owiec, a mężczyźni, gdy chcieli się ożenić, porywali swoje wybranki nawet nie pytając ich o zdanie, niczym nie różni się od kolegów z Estonii czy Rosji. Mówi po angielsku i zna opery Czajkowskiego. W 1989 roku Szewardnadze zatrudnił Otunbajewą w centralnym MSZ. Brała udział w negocjacjach rozbrojeniowych z Amerykanami. Przewodniczyła też komisji ZSRR przy UNESCO.

Gdy upadł ZSRR upomniała się o nią Kirgizja. Była jedną z nielicznych osób w kraju z międzynarodowym doświadczeniem. – Wyjechałam z Moskwy bez żalu – mówi – wtedy zaczęła tam panować strasznie nacjonalistyczna atmosfera. Wszystko musiało być nagle rosyjskie. Jak nie jesteś ruski, to do widzenia, dość się na nas napaśliście, teraz sami sobie państwo założymy. Ja wyrosłam w kulcie radzieckiego braterstwa narodów, nie podobało mi się to.

W niepodległej Kirgizji została ministrem spraw zagranicznych. Potem Akajew wysłał ją jako ambasadora do USA. Otwierała pierwszą kirgiską placówkę w Waszyngtonie. – Jeździłam po całych Stanach, opowiadałam o naszym kraju. Wtedy wszyscy się nami interesowali, byliśmy na fali – wspomina. Później znów była szefową MSZ, po czym wyjechała na kolejną placówkę, tym razem do Wielkiej Brytanii.

Polityka była jej pasją. Przy dzieciach, miała dwoje – chłopca i dziewczynkę, póki były małe, pomagała jej mama. Początkowo mogła również liczyć na wsparcie męża, z którym jednak w końcu się rozwiodła. Angażowała się do końca, ale nie chciała kompromisów. Jej drogi z prezydentem Akajewem zaczęły się rozchodzić. – Nie przeszedł testu władzy – tłumaczy mi. – Okazał się słaby. Ulegał pokusom.

Otunbajewa w czasie swojej dyplomatycznej kariery na własne oczy oglądała jak działają zachodnie demokracje i uznała, że Kirgizja nie jest skazana by tkwić w swoim „wschodnim zacofaniu”. Odezwał się w niej etos pierestrojki. Gorbaczow, po dojściu do władzy, próbował zaprowadzić w radzieckiej Azji Środkowej nowe porządki. Wcześniej Moskwa przymykała oko na powszechną wśród tamtejszych elit partyjnych korupcję i nepotyzm. Gorbaczow chciał z tym skończyć, robił to jednak tak nieudolnie, że do dziś większość ludzi w regionie postrzega go jako uzurpatora, który zamachnął się na święte miejscowe tradycje.

Otunbajewa jednak wiedziała, że akceptowanie autorytarnych praktyk kirgiskich elit nie ma nic wspólnego z poszanowaniem „lokalnej specyfiki”. Jedynym wyjściem, by wyrwać kraj z zapaści jest ścisłe przestrzeganie demokratycznych reguł gry. Pod koniec 2004 roku przestała być ambasadorem w Londynie i wróciła do kraju, wziąć udział w wyborach. Miała startować z tego samego okręgu co córka prezydenta. By do tego nie dopuścić komisja wyborcza uznała, że nie może ubiegać się o mandat poselski, bo mieszkała zbyt długo za granicą. Było to ewidentnie sprzeczne z przepisami, które nie obejmowały dyplomatów. Odwołała się i wygrała, ale wtedy uznano, że nie może startować, bo nie zapłaciła kary, którą uprzednio na nią nałożono. Też się kłóciła, ale było już za późno. Termin ostatecznej rejestracji minął.

W czasie rewolucji tulipanów, w marcu 2005 roku, blisko współpracowała z Bakijewem. Gdy ten został premierem tymczasowego rządu, objęła, po raz czwarty, tekę szefowej dyplomacji. Jednak szybko rozstała się z nowym prezydentem, który tolerował wokół siebie wyłącznie pochlebców i członków własnego klanu. W 2007 roku wystartowała do parlamentu z ramienia partii socjaldemokratycznej. Tym razem zdobyła mandat. Była jednym z najaktywniejszych posłów opozycji. W 2009 roku, po tajemniczym wyjeździe dotychczasowego przewodniczącego klubu parlamentarnego socjaldemokracji, któremu najprawdopodobniej zwolennicy Bakijewa tak „zaleźli za skórę”, że zdecydował się uciec z kraju, zajęła jego miejsce.

– O wszystko się awanturowaliśmy. Krytykowaliśmy każde złe posunięcie rządu. Wielokrotnie wyłączali mi mikrofon, to zaczęłam na salę obrad przychodzić z własnym megafonem. – opowiada. Nieprzychylna Bakijewowi opozycja postanowiła się zjednoczyć. Wczesną wiosną 2010 roku zwołano nadzwyczajny zjazd – Kurułtaj, jak dawne zebrania rodowe koczowników. Otunbajewa została wybrana jego szefową.

Objaśnia dlaczego na nią padło: – Nie miało znaczenia, że byłam kobietą. Ludzie mi ufali, bo nigdy ich nie zawiodłam. Byłam też najbardziej doświadczonym z opozycyjnych polityków. W parlamencie, stałam się twarzą opozycji. Nie dało się mnie tak zupełnie zmarginalizować. No i byłam najstarsza ze wszystkich uczestników Kurułtaju, a u nas wiek dodaje autorytetu. Ponieważ nie dało się jej zmarginalizować, próbowano ją zastraszyć. Pewnego dnia do mieszkania Otunbajewej, położonego na pierwszym piętrze bloku przy jednej z głównych ulic Biszkeku, wpadł granat. Posłuszna Bakijewowi policja tłumaczyła potem, że to przypadek. „Ludzie są tacy nieuważni. Zupełnie nie wiedzą, co trzymają na balkonach”.

Na początku kwietnia 2010 roku napięcie w Kirgistanie sięgnęło zenitu. Najpierw opozycja zorganizowała masowy wiec w Tałasie, na północnym zachodzie kraju. Tłum zaatakował prokuraturę i siedzibę miejscowych władz. W nocy z 6 na 7 kwietnia ciężko pobito ministra spraw wewnętrznych, który przyjechał uspokoić sytuację. Na 7 kwietnia zaplanowano wiec opozycji w stolicy. Z Tałasu i innych miast ruszyły w stronę Biszkeku autokary demonstrantów. Rząd Bakijewa prewencyjnie aresztował większość działaczy opozycji.

Następnego dnia na placu przed pałacem prezydenckim zebrał się tłum. Do nieuzbrojonych w większości manifestantów gwardia prezydencka otworzyła ogień. Padli zabici, co rozjuszyło protestujących. Szturmem wdarli się do pałacu. W tym czasie, prezydent Bakijew, dokładnie tak samo, jak jego poprzednik Akajew, wymknął się tylnym wyjściem i wsiadł do helikoptera. Później okazało się, że jest w gościnie u prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki.

7 kwietnia w ciągu dnia Otunbajewej nie było na placu. Poprzedniej nocy, ostrzeżona wiadomościami o aresztowaniach kolegów, nie wróciła do siebie na noc. Spała u kuzynki. Ponieważ w porę wyłączyła telefon komórkowy, służbom nie udało się jej namierzyć. Otoczyły tylko wszystkie klatki bloku, w którym się ukryła. Do centrum przyjechała dopiero po zdobyciu siedziby prezydenta. To ona przemówiła do narodu przekazując mu wiadomość o ucieczce Bakijewa i przejęciu władzy przez opozycję. W zamieszkach 7 kwietnia zginęło kilkadziesiąt osób. Bakijewa udało się obalić jeszcze szybciej niż Akajewa. Bo też nienawiść do niego była większa. Przyszedł do władzy w wyniku rewolucji, która w ludziach rozbudziła nadzieję na lepsze życie, na poszanowanie ich praw. Tymczasem zamienił Kirgistan w prywatny folwark. Jego rodzony brat był szefem gwardii prezydenckiej, jego syn najbogatszym biznesmenem w kraju. Nie dość, że należała do niego najpopularniejsza sieć telefonii komórkowej, to jeszcze ojciec powierzył mu szefostwo Centralnej Agencji Rozwoju, przez którą przechodziły wszystkie przyznawane krajowi kredyty zagraniczne.

– U nas prezydent zachowuje się jak jakiś chan. Zamiast o dobro państwa dba o interesy własnej rodziny. Dlatego mój rząd tymczasowy zaproponował rodakom przejście na ustrój parlamentarny – tłumaczy Roza Otunbajewa. – Kiedy Kirgizi przegłosowali nową konstytucję w referendum, prezydent Rosji, Miedwiediew, komentował, że to katastrofa, że taki system zupełnie się nie sprawdzi w Azji Środkowej. Ale ja byłam i jestem przekonana, że to jedyne wyjście. Jesteśmy młodym narodem, brakuje nam tradycji demokratycznych. Jedynie tworząc ustrój, w którym różne organy władzy patrzą sobie na ręce, możemy zbudować sprawiedliwe, praworządne państwo. Niektórzy narzekają, że teraz mamy bałagan, że posłowie w parlamencie się kłócą i pyskują. Bardzo dobrze, lepiej, że w parlamencie niżby mieli to robić na ulicach.

Otunbajewa od razu wiedziała, że jej rządy muszą być krótkie. Trzeba było zerwać z tradycją przedłużania kadencji prezydenta w nadzwyczajnych okolicznościach, poprzez referenda, czy specjalne uchwały parlamentu. Chodziło o to, by Kirgistanem wreszcie rządził normalnie powołany rząd, poparty przez parlament wyłoniony w demokratycznych, transparentnych wyborach. Godząc się na tymczasowe przejęcie władzy taki sobie postawiła cel. I go osiągnęła.

– Nie chciałam się nachapać, ustawić na całe życie wszystkich swoich krewnych i powinowatych. Mojej rodziny nikt nie znajdzie na listach Forbesa [figurują na niej dzieci wszystkich pozostałych prezydentów w Azji Środkowej] – zapewnia mnie. – Odchodząc zostawiłam demokratycznie wybrany parlament i prezydenta. To moje największe osiągnięcie.

Tymczasowa prezydent złożyła urząd na początku grudnia 2011 roku, kilka tygodni po wyborach prezydenckich, tak jak przewidywało prawo. Swoje pożegnalne przemówienie w parlamencie zakończyła słowami: „Zrobiłam wszystko co było w mojej mocy. Wiem jedno, sumienie mam czyste. Resztę osądzi historia”.

Sumienie Otunbajewej mogły skalać wydarzenia w Dolinie Fergańskiej, na południu Kirgistanu, które rozegrały się na początku jej rządów, w maju 2010 r., kiedy była jeszcze premierem. W największym mieście regionu – Oszu i w sąsiednim Dżalalabadzie doszło do krwawych zamieszek. Bandy młodych Kirgizów napadały  i podpalały domy Uzbeków, którzy stanowią przeszło połowę mieszkańców obydwu miejscowości. W pierwszych godzinach pogromów państwowe służby w ogóle nie interweniowały. Pijane wyrostki bezkarnie terroryzowały ulice, jeżdżąc po mieście ukradzionymi wojsku wozami bojowymi. W sumie w pogromach zginęło kilkaset osób, głównie Uzbeków, zostały zniszczone całe dzielnice Oszu i Dżalalabadu.

To po raz kolejny odezwał się konflikt, którego korzenie tkwiły u zarania władzy radzieckiej w regionie. Mimo, że powstałe w latach dwudziestych środkowoazjatyckie republiki ZSRR imitowały państwa narodowe – z własną stolicą, rządem i odpowiednią wersją kultury narodowej – w każdej żyła pokaźna mniejszość z sąsiednich republik. Wcześniej, póki Azją Środkową rządziły dynastyczne chanaty, a pochodzenie etniczne nie wpływało na przywileje polityczne, nie miało znaczenia, że ludzie mówiący różnymi językami i prowadzący odmienny tryb życia żyją obok siebie. Każdy miał swoją niszę. Jednak radziecka inżynieria społeczna sprawiła, że zaczęli oni sobie wchodzić w drogę. Napięcia między potomkami koczowniczych Kirgizów a osiadłymi od stuleci Uzbekami dawały o sobie znać w momentach kryzysowych. Zamieszki z 2010 roku powtórzyły prawie dokładnie scenariusz sprzed 20 lat. Wtedy, w ostatnim roku istnienia ZSRR, gdy władze w Moskwie i w stolicy republiki zajęte były głównie własnym przetrwaniem, na południu Kirgistanu także doszło do krwawych starć między Kirgizami a Uzbekami.

Krytycy Otunbajewej – najbardziej zacięci nazywają ją Krwawą Rozą – mówią, że wiosną 2010 roku zbyt późno przyjechała na południe, że zignorowała doniesienia o narastającej wrogości. Głównym oskarżonym o wywołanie zamieszek był pochodzący z południa kraju klan Bakijewa. Oszcy i Dżalalabadcy Uzbecy masowo poparli rewolucję, która obaliła prezydenta i pogromy miały być karą za ich entuzjazm wobec nowych rządów. Jednak rozpoczęte na polecenie rządu śledztwo nie zdołało do końca wyjaśnić przyczyn ani wskazać wszystkich sprawców. Niewątpliwie zasługą Otunbajewej jest jednak, że zaprosiła międzynarodową komisję do wyjaśnienia zajść w Oszu. – W naszym regionie dopuszczenie takiego niezależnego śledztwa to precedens – chwaliła się prezydent później w wielu wywiadach. Raport komisji został przyjęty przez rząd, mimo, że mocno skrytykował kirgiskie śledztwo.

Świadoma tego, jak niebezpieczne dla młodego państwa może być podsycanie antagonizmów etnicznych, Otunbajewa przestrzega by odradzanie kirgiskiej kultury nie było pretekstem do narodowego szowinizmu. – Musimy odwoływać się do naszych najlepszych tradycji, takich jak pradawny epos o władcy Manasie. W latach 30. XX wieku za recytowanie „Manasu” można było iść do więzienia. Jak wszystkich w ZSRR, uczono nas, że nasze korzenie to staroruskie „Słowo o wyprawie Igora”– przyznaje Otunbajewa. – A „Manas” to opowieść o jednoczeniu ziem kirgiskich, o scalaniu północy z południem, o wieloetnicznym braterstwie. Manas miał żonę Tadżyczkę, jego najbliższy doradca był Chińczykiem. Wierzę że w nas siedzi duch Manasa, musimy go pielęgnować, bo takie mitologiczne opowieści działają na serce, nie na rozum, a często to o wiele bardziej skuteczne.

Prezydent mówi też o znaczeniu języka kirgiskiego. Choć swoje inauguracyjne przemówienie po kirgisku musiała konsultować z lingwistami, w codziennym życiu sprawnie posługuje się mową ojczystą. – Moi rodzice byli pierwszym pokoleniem w mieście. Dlatego w domu zawsze mówiliśmy po kirgisku. – opowiada. – Teraz to zaprocentowało. U nas, inaczej niż w Kazachstanie, obrady parlamentu są tylko po kirgisku. Znając go mogłam w nich brać aktywny udział. A wielu, świetnych młodych jajogłowych wykształconych w rosyjskich szkołach było z tego automatycznie wykluczonych. W parlamencie pracują tłumacze, ale w żywej dyskusji bez kirgiskiego zginiesz.

Otunbajewa zawsze podkreśla, że kirgiską kulturę trzeba było odrodzić, ale narastające zainteresowanie islamem, widoczne w Kirgizji na każdym kroku, budzi jej sceptycyzm. – Ja rozumiem, język, tradycja, religia… Teraz wielu deputowanych by podlizać się narodowi funduje meczety i bierze udział w obrzędach religijnych. Dziewczęta zakładają chusty a wyjazdy na pielgrzymki do Mekki stały się wszechobowiązującą modą – mówi i zastrzega: – Nie możemy ograniczać się tylko do tego co nasze, kirgiskie. Nasze dzieci jeżdżą na studia do Stanów, do Europy [jej córka mieszka w Anglii], do Warszawy. Musimy być częścią świata. Balet, opera, teatr, my to dostaliśmy w spadku po ZSRR. Nie wolno nam tego zmarnować. Chór to przecież nie jest nasza narodowa tradycja, ale my mamy w Biszkeku świetny chór, wystawiamy Szekspira, Lermontowa. Ktoś powie, że baletnice muszą zakrywać nogi, bo muzułmance nie wypada inaczej. Tylko jak tu zrobić piruet wtedy? – śmieje się.

Od roku Roza Otunbajewa nie jest prezydentem. I chyba za to jest najbardziej podziwiana. Sama twierdzi, że płeć nie ma znaczenia w polityce. Jednak, paradoksalnie, jako kobiecie mogło jej być łatwiej dotrzymać demokratycznych standardów. W kirgiskim społeczeństwie mężczyznę postrzega się jako dziedzica rodowych tradycji i strażnika narodowej kultury. Często także tej opatrznie pojmowanej. W krajach Azji Środkowej to kobiety, na których nie ciąży tak silna presja rodziny, bywają bardziej nowoczesne i otwarte na świat niż mężczyźni. W czasach radzieckich częściej podlegały rusyfikacji, bo była to dla nich jedyna możliwość wyzwolenia się z patriarchalnych więzów.

Dziś jednak kirgiskie kobiety, łatwiej niż mężczyźni, mogą stać się zarzewiem zmian. Kirgistan, jako pierwsze państwo w regionie, ma szansę wyrwać się ze środkowoazjatyckiego skansenu i przekształcić w normalną demokrację. Przy słabej gospodarce, braku surowców i trudnych warunkach naturalnych (średnia wysokość wynosi prawie 3 tys. metrów nad poziomem morza) będzie to trudne, ale zainicjowane przez Otunbajewą procedury są dobrym punktem wyjścia.

16 grudnia 2011 roku, w międzynarodowy Dzień Praw Człowieka, kobiety z całej Kirgizji, aktywistki, działaczki praw człowieka, dziennikarki i polityczki zebrały się by zaapelować do nowego, świeżo zaprzysiężonego prezydenta Kirgistanu, by szanował wartości wprowadzone przez Otunbajewą do kirgiskiej polityki. Konferencję zatytułowały „Roza forever”. Żaden z dożywotnich prezydentów od lat rządzących innymi krajami Azji Środkowej nie doczekał się takiego spontanicznego wyrazu sympatii.

Dr Ludwika Włodek – adiunkt w Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje specjalizacją „Azja Środkowa”, dziennikarka „GazetyWyborczej”. Specjalizuje się w historii najnowszej państw Azji Środkowej.