Prometeizm – dziedzictwo polskiej szkoły politologicznej

Kazimierz Wóycicki

[niniejszy tekst pierwotnie opublikowany został w:
"Nowy Prometeusz" nr 1, październik 2011, ss. 73-77]

Jest co najmniej kilka istotnych powodów, aby ideę prometeizmu, w odniesieniu do idei politycznych II RP, uznać za kwestię, którą zajmować się winni jedynie badacze przeszłości. Termin dla wielu brzmi antykwarycznie i kojarzy się z jakimiś romantycznymi pomysłami obozu piłsudczykowskiego. Czy przy takiej konkluzji należy ostatecznie pozostać?

Idea przegrana

Jeśli w okresie PRL-u wspominano w jakikolwiek sposób o „idei prometejskiej” to tylko po to by ją ośmieszać, ukazując jak bardzo pozbawione były  rozsądku elity  II RP, snując jakże nieprzyjazne plany wobec Rosji sowieckiej, z którą komunistyczne władze Warszawy chciały wiązać polską rację stanu. Trzeba też od razu dodać, że wynik II wojny i dostanie się w sferę dominacji sowieckiej zdawało się istotnie czynić „ideę prometeizmu” kompletną mrzonką. Myśleć o niezależnej Ukrainie i Białorusi w czasie, gdy samemu pozbawionym się było samodzielnego bytu państwowego, mogło wydawać się czystą fantazją.

Władze  PRL  starały się przekonać społeczeństwo, że polityka zagraniczna II RP nie potrafiła uporać się z dylematem położenia między Niemcami i Rosją. Wykpiwano  koncepcje, wedle których rozwiązaniem tego dylematu miałaby być „Polska mocarstwowa”, czy też „Polska od morza do morza”. Wobec słabości położenia geopolitycznego po 1945 roku takie idee wydawały się pozbawione szczypty rozsądku. Idea prometeizmu mieszała się w wielu głowach z takimi właśnie ośmieszanymi wyobrażeniami.

W oczach polskich komunistów rozwiązaniem dylematu położenia między Niemcami a Rosją miała być trwała „przyjaźń ze Związkiem Radzieckim”. Nawet jeśli wielu nie zgadzało się z takim rozwiązaniem i nie wierzyło w przyjaźń, to argument, że „już lepiej z Rosją niż z Niemcami” działał po wojnie na wielu, choć ze słabnącą z czasem siłą. Ziemie wschodnie były na zawsze utracone, ziemie zachodnie należało zaś za wszelką cenę utrzymać, co miała gwarantować jedynie orientacja na Moskwę. Musiały minąć całe dziesięciolecia zanim konfiguracja ta mogła się zmienić, a wraz z tym przekonanie, że Moskwa jest potrzebna Warszawie dla podtrzymania integralności państwa w nowych granicach. W międzyczasie nie było miejsca na powrót do myślenia o idei prometejskiej, nawet jeśli ktoś chciał ją traktować z nostalgiczną sympatią.

Na to ośmieszanie i dyskredytowanie „prometeizmu” odpowiadać można było jedynie, że przegrał on nie dlatego, że był pozbawiony rozsądku, ale dlatego że sytuacja geopolityczna kraju była aż tak trudna. Prometeizm bynajmniej nie wyrastał z mało realistycznych wyobrażeń i nie brał się z lektury „Ogniem i mieczem” i „Pana Wołodyjowskiego”. Był świadomy wielkich zagrożeń, jakie płynęły z Rosji i chodziło w nim o obronę przed nimi, co jak się okazało, nie mogło być skuteczne.

Idea zwycięska

Rok 1989 i epoka po nim następująca zasadniczo zmieniły położenie polityczne Polski. Cel, jaki wyznaczył sobie prometeizm, stworzenie „państw buforowych” między Warszawą a Moskwą zrealizowała Historia. Prometeizm okazał się nagle ideą zwycięską.

W pięknej książce poświęconej Henrykowi Józewskiemu Timothy Snyder pisze o pośmiertnym zwycięstwie „prometeizmu”. Amerykański historyk stwierdza, że idee polityczne,  jakimi kieruje się dana społeczność, powinny być traktowane z konsekwencją, i to daje ostatecznie skuteczność.[1]

W świetle tego „zwycięstwa” można też doszukiwać się kontynuacji idei prometeizmu w najtrudniejszym dla niej czasie. „Prometeizm” przeformułowało środowisko „Kultury” paryskiej. Doktryna ULB Giedroycia-Mieroszewskiego i postulat, że Polska musi uznać nowe granice wschodnie, aby w przyszłości móc uregulować swoje stosunki z Ukrainą, Białorusią i Litwą, był w istocie podjęciem tej samej, fundamentalnej, geopolitycznej kwestii, jaka zajmowała twórców „idei prometejskiej”. Nowe warunki polityczne zmusiły do tego, aby podobną myśl wyrazić w nowy sposób.

Należy też podać, że nie tylko paryska „Kultura” ale i inni uczeni i politolodzy, którzy ocaleli z zawieruchy wojennej i działali na emigracji, należeli do tych, którzy w najwyrazistszy często sposób ostrzegali przed zagrożeniem sowieckim w okresie zimnej wojny. I wielu z nich związanych było z „prometeizmem”.

Idee polityczne zmieniają się w czasie i doznają znaczących mutacji. Nie mogą być traktowane jako niezmienne, monolityczne twory. Inną mutacją idei prometejskiej była też myśl w dużej części opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarności” lat  1976-1989.  Nie wszyscy byli lub chcieli być tego świadomi, choć w niektórych wypadkach, jakim było środowisko „Obozu” nawiązanie takie było zupełnie otwarte. Idea współdziałania z dysydentami i ruchami dysydenckimi w całym bloku wschodnim była z ducha prometejska. Współdziałanie z innymi w bloku wschodnim było nie tylko „romantycznym gestem” (zwróćmy na marginesie uwagę, że była to epoka, w której romantyczno-powstańcze gesty krytykowano, jako wyjątkowo nie skuteczne a nawet tragiczne w skutkach), ale też bardzo pragmatyczną polityką. Stało za tym przekonanie, że Polska nie jest w stanie wyrwać się sama z bloku sowieckiego. Kto nie wierzył w przemiany samego systemu, (co było stawką dla wielu) musiał stawiać na współpracę ruchów opozycyjnych i dysydenckich. W tym momencie stosunek do Ukraińców, Litwinów i Białorusinów  stawał się istotną kwestią. Czymś nowym było to, że również rosyjscy dysydenci stawali w jednym szeregu z polską opozycją.

Paradoksalnie jednak zwycięstwo „prometeizmu” może go dzisiaj bardziej niż cokolwiek innego dezaktualizować. Jeśli istotą „prometeizmu” była pomoc w uzyskaniu niepodległego bytu państwowego przez najbliższych wschodnich sąsiadów Polski, to lata 1989-93 taki właśnie scenariusz zrealizowały. Ukraina, Białoruś i Litwa to niezależne państwa, a Litwa to sąsiad Polski w Unii Europejskiej. Najpoważniejszym bowiem argumentem przeciw aktualności jakiejś idei może być to, że została ona spełniona.

Inspirująca tradycja

Dla wielu okres 1939-89 może być traktowany jako „lodówka”, gdzie ukryte były dawniejsze idee, które teraz trzeba z niej wyciągnąć i używać. Mogą się wydawać tym bardziej atrakcyjne, że były  długo zabronione, w pewien sposób zapomniane.

Wyciąganie z „lodówek” dawnych idei jest zabiegiem związanym jednak z wieloma niebezpieczeństwami. Idea przeniesiona z jednej epoki w drugą może utracić sens lub stać się nader mylącą podpowiedzią, jak należy działać. Łatwo wyobrazić sobie taki uproszczony użytek z „idei prometejskiej”.

Ten jednak, kto będzie, na podstawie powyższych argumentów, twierdził, że „idea prometejska” jest nieaktualna, winien zdobyć się jeszcze na chwilę refleksji, zanim uzna swój wniosek za ostateczny.

Prometeizm można uznawać za aktualny, jeśli uznaje się, że któryś z poniższych warunków ma miejsce:

  • Rosja wrócić może rychło na Ukrainę i Białoruś, a tym samym dotychczasowe osiągnięcia mogą zostać unicestwione. Nie jest to argument, który bez poważnej dyskusji można by odrzucić. Jeśli go jednak potraktować poważnie, to ideę prometejską należałoby zaszczepiać przede wszystkim w Brukseli, trudno bowiem wyobrazić sobie by sama Polska zdołała powstrzymać gospodarczo-polityczną ofensywę Moskwy na kraje sąsiadujące, gdyby okazało, że ofensywa ta jest istotnie skuteczna.
  • Partnerstwo Wschodnie to nic innego jak nowe wydanie prometeizmu.

W moim przekonaniu zbyt prostolinijne nawiązania do prometeizmu, w takiej czy innej wersji,  wydają się nieco naiwne i niepotrzebne. Sytuacja geopolityczna Polski, jak i epoka, zmieniły się tak dalece, że „prometeizm” nie nadaje się chyba na termin nazywający współcześnie prowadzoną politykę.[2] W innym jednak kontekście jego dzieje, kontynuacje i interpretacje mogą okazywać się niezwykle ciekawe i inspirujące i wcale nie pozbawione aktualnego znaczenia.

Należy zwrócić uwagę, że idea prometejska zrodziła się w szeroko rozumianym kręgu  Instytutu Wschodniego w Warszawie. Były to początki polskiej politologii, przy czym należy podkreślić, że owa polska politologia powstawała równolegle do politologii światowej, we współczesnym rozumieniu. Są to lata dwudzieste XX wieku. Ta rodząca się polska myśl politologiczna jest od samego początku zdumiewająco nowoczesna i trafnie rozpoznająca główne problemy i zagrożenia. Instytut Wschodni Warszawie i Wilnie, Instytut Badania Komunizmu, Instytut Józefa Piłsudskiego, Ukraiński Instytut Naukowy, czasopismo „Wschód-Orient”, a także wybitne postacie ówczesnej polskiej sowietologii – Jan Kucharzewski, Stanisław Swianiewicz, Wiktor Sukiennicki, Władysław Wielhorski, Ryszard Wraga (Jerzy Niezbrzycki), Marian Kamil Dziewanowski, Włodzimierz Bączkowski – to szerokie i pasjonujące środowisko intelektualne, o którym nie sposób zapominać.[3]

Należy podkreślić jak nowatorskie i otwarte było ono w swoim myśleniu. Stawka na niezależność Ukrainy była jednoznaczna z wyrzeczeniem się marzeń o Polsce w jakiś dawnych, „sienkiewiczowskich” granicach. Było to trafne rozpoznanie nowej sytuacji historycznej. Studia brały pod uwagę dane gospodarcze i demograficzne, nie odwołując się jedynie do analiz kulturowych. Widoczna jest dążność do wzmocnienia ukraińskiego ruchu narodowego, a nie do jego spolonizowania czy zmarginalizowania – procesów, które wciąż trwają.

Polityka zagraniczna III RP w niemal spontaniczny sposób nawiązała do idei, która była związana z myśleniem prometejskim. Trzeba jednak zdać sobie sprawę, z tego, w jak bardzo nowej konfiguracji geopolitycznej to następowało. Pojednanie z Niemcami i dążenie do członkostwa w Unii Europejskiej było rozwiązaniem dylematu położenia pomiędzy Niemcami a Rosją. Obszar Europy Środkowej staje się regionem o geopolitycznym znaczeniu, jakiego nie mógł posiadać po I wojnie.  Jeśli myślenia prometejskiego nie sprowadzać jedynie do tezy o istnieniu państw buforowych między Polską a Rosją, a również do stworzenia trwałego układu geopolitycznego, myślenie prometejskie zachowuje pewną aktualność.

Próby „ucywilizowania” Moskwy czynione przez Zachód nacechowane były najczęściej ignorancją, bądź też zwyczajnym cynizmem. Ignorancja polegała na nie dostrzeganiu zagrożeń, cynizm zaś na godzeniu się z Rosją taką jaką była (imperialną i agresywną) byle tylko załatwić własne interesy, często kosztem społeczeństw Europy Środkowej. Przypominanie dzisiaj w Europie, że w Polsce, i to od długiego czasu, w chłodny i racjonalny sposób myślano o Rosji i Europie Wschodniej jest jak najbardziej na czasie.

Jeśli polski „prometeizm” wykazał się niegdyś niebywałą konsekwencją, jak chce Timothy Snyder, co ostatecznie pozwala widzieć w Henryku Józewskim nie tragicznie przegranego lecz zwycięzcę, to takiej szlachetnej konsekwencji w polskiej polityce i myśleniu nie powinno zabraknąć dzisiaj. Chłodna analiza pod jakimi warunkami, Rosja mogłaby stać się elementem układu geopolitycznego, zapewniającego Polsce bezpieczeństwo, winno być istotnym składnikiem polskiej myśli politycznej niezależnie od tego, jak wiele idealizmu dzisiaj to wymaga. Polityka europejska potrzebuje ośrodków myśli,  które nie wykazywałyby  częstej na Zachodzie naiwności wobec Rosji, a zarazem odrzuciłyby by tezę o „wiecznej (niezmiennej) Rosji”.

Czerpanie z głębszych pokładów myśli Instytutu Wschodniego i odczytywanie na nowo „idei prometejskiej” może być, w tym sensie, w najwyższym stopniu inspirujące i zrozumiałe jest, że „prometeizm” znów budzi zainteresowanie.[4] Sięganie do własnych tradycji po to, by je wciąż na nowo interpretować jest koniecznym wysiłkiem by twórczo myśleć nie tylko o przeszłości ale także o teraźniejszości i przyszłości.

Dr Kazimierz Wóycicki – politolog, historyk, dziennikarz. Działacz opozycji demokratycznej (1967-1989), praca w miesięczniku „Więź” (1973-1989) dyrektor Instytutu Polskiego w Dusseldorfie (1996-99) oraz w Lipsku (2000-03), dyrektorem szczecińskiego IPN (2004-2007). Obecnie wykładowca Studium Europy Wschodniej UW (kazwoy.wordpress.com)

[1]  Timothy Snyder, Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, Kraków 2008.

[2] Należy też zwrócić uwagę, że z pewnością istnieje pewien typ dyskusji o polityce wschodniej i stosunku do naszych wschodnich sąsiadów, pozostający w głębokiej sprzeczności z ideą prometejską, mimo że być może przez niektórych będzie z nią kojarzony. Należy do niej dyskurs kresów w wielu swoich wersjach (choć nie wszystkich) – nostalgiczny i pozbawiony pogłębionej refleksji historycznej stosunek do byłych ziem Rzeczpospolitej. Podobnie niedookreślona i ogólnikowa dyskusja o „idei jagiellońskiej” (zarówno w wersji odrzucającej tą ideę jak i jej afirmacji) znajduje się na antypodach intelektualnego wysiłku i możliwych kontynuacji politycznego „prometeizmu”.

[3]  Marek Kornat, Polska Szkoła Sowietologiczna 1930-1939, Kraków 2003.

[4] Międzynarodowa konferencja naukowa „Ruch prometejski – fenomen europejski” – Warszawa, 16–17 lutego 2011. Instytut Pamięci Narodowej – Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu i Instytut Historii Polskiej Akademii